Protestują i proszą o pomoc od wielu miesięcy. Sytuacja się nie zmienia, a szykuje się kolejna inwestycja.
Mieszkańcy gmin, które sąsiadują z Łęczycą w powiecie stargardzkim nie przestają walczyć o świeże powietrze w gminie. Jak mówią, smród, który generuje składowisko odpadów Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Stargardzie nie jest do wytrzymania. Nie mogą otwierać okien, a mieszkańcy chorują.
Mimo, że sytuacja się nie zmienia, spółka chce na terenie zakładu wybudować plac dojrzewania odpadów biodegradowalnych.
To jeszcze pogorszy sytuację - mówią mieszkańcy.
- Teraz się nasiliło, w tym roku była tragedia. Naprawdę, nie dało się tego wytrzymać. Nie chcemy tego zamykać, ale chcemy, żeby było tak zrobione, żeby ludzie tego nie odczuwali. - Tak naprawdę, my tak sobie myślimy, że główną przyczyną tego, że aż tak śmierdzi, jest napływ dużej ilości bio, jest sprowadzane ze Stargardu, ze Szczecina - mówią.
W poniedziałek w Storkówku odbyła się rozprawa administracyjna. Spotkali się tam mieszkańcy gminy i władze zakładu. Łukasz Misztela, dyrektor instalacji komunalnej w Łęczycy odpowiada: problemu z odorem nie ma, spółka zrobiła wszystko, by sprawę rozwiązać.
- Podjęliśmy aktywne działania już od 2019 roku, co dało swój wymiar również w kwestii kontroli przeprowadzonej przez Wojewódzką Inspekcję Kontroli Środowiska, która wielokrotnie kontrolowała zakład, potwierdziła stanowisko inwestora. To efekt wielu działań, nierzadko bardzo kosztownych - powiedział.
- Czy to znaczy, że mieszkańcy sobie wymyślili, że znowu śmierdzi? - dopytywała reporterka Radia Szczecin.
- Mieszkańcy mogą skorzystać z prawa do udziału w postępowaniu; my postaramy się przedstawić swoje argumenty - odparł dyrektor Misztela.
Mieszkańcy gminy zapowiadają, że jeżeli sytuacja się nie zmieni, podejmą bardziej radykalne korki i nie dopuszczą do tego, by w zakładzie powstał kolejny plac do składowania odpadów.
Mimo, że sytuacja się nie zmienia, spółka chce na terenie zakładu wybudować plac dojrzewania odpadów biodegradowalnych.
To jeszcze pogorszy sytuację - mówią mieszkańcy.
- Teraz się nasiliło, w tym roku była tragedia. Naprawdę, nie dało się tego wytrzymać. Nie chcemy tego zamykać, ale chcemy, żeby było tak zrobione, żeby ludzie tego nie odczuwali. - Tak naprawdę, my tak sobie myślimy, że główną przyczyną tego, że aż tak śmierdzi, jest napływ dużej ilości bio, jest sprowadzane ze Stargardu, ze Szczecina - mówią.
W poniedziałek w Storkówku odbyła się rozprawa administracyjna. Spotkali się tam mieszkańcy gminy i władze zakładu. Łukasz Misztela, dyrektor instalacji komunalnej w Łęczycy odpowiada: problemu z odorem nie ma, spółka zrobiła wszystko, by sprawę rozwiązać.
- Podjęliśmy aktywne działania już od 2019 roku, co dało swój wymiar również w kwestii kontroli przeprowadzonej przez Wojewódzką Inspekcję Kontroli Środowiska, która wielokrotnie kontrolowała zakład, potwierdziła stanowisko inwestora. To efekt wielu działań, nierzadko bardzo kosztownych - powiedział.
- Czy to znaczy, że mieszkańcy sobie wymyślili, że znowu śmierdzi? - dopytywała reporterka Radia Szczecin.
- Mieszkańcy mogą skorzystać z prawa do udziału w postępowaniu; my postaramy się przedstawić swoje argumenty - odparł dyrektor Misztela.
Mieszkańcy gminy zapowiadają, że jeżeli sytuacja się nie zmieni, podejmą bardziej radykalne korki i nie dopuszczą do tego, by w zakładzie powstał kolejny plac do składowania odpadów.
- Teraz się nasiliło, w tym roku była tragedia. Naprawdę, nie dało się tego wytrzymać. Nie chcemy tego zamykać, ale chcemy, żeby było tak zrobione, żeby ludzie tego nie odczuwali. - Tak naprawdę, my tak sobie myślimy, że główną przyczyną tego, że aż tak śmierdzi, jest napływ dużej ilości bio, jest sprowadzane ze Stargardu, ze Szczecina - mówią.

Radio Szczecin