Złocieniec uczcił 40. rocznicę internowania członków i sympatyków NSZZ "Solidarność" w Wojskowym Obozie w Budowie.
Z tej okazji przed kościołem garnizonowym, który znajduje się niedaleko miejsca, gdzie był obóz, odsłonięto pamiątkową tablicę.
Działacze opozycyjni do obozów trafiali pod pozorem powołania na dodatkowe przeszkolenie wojskowe - mówi Karol Polejwski, zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.
- Przez trzy miesiące upokarzano ich i zarzucano im najgorsze rzeczy. Tylko dlatego, że umiłowali wolność, bo wolność oznaczała Solidarność - mówi Polejwski.
Działacz związkowy z Lublina Artur Kotyra do obozu trafił, gdy miał 25 lat. W domu zostawił żonę i dwoje maleńkich dzieci.
- To był trudny czas, bo były bezsensowne ćwiczenia i nieustanne przesłuchiwania. Byliśmy młodymi ludźmi, także jakiś tam hart ducha mieliśmy, ale jeżeli chodziło o rodziny, naszych bliskich, to było najbardziej perfidne z tamtej strony i dla nas bolesne. Trzeba też powiedzieć, że się wspieraliśmy - mówi Kotyra.
Andrzej Adamczyk ze Stowarzyszenia Osób Internowanych Chełminiacy 1982 zwrócił się do młodzieży:
- To dla was to robiliśmy. My swoją historię mamy. Natomiast dobrze by było, żebyście wy też mieli jakiś znak, do którego możecie wracać - mówił Adamczyk.
5 listopada 1982 roku utworzono trzynaście obozów. Łącznie osadzono w nich 1711 opozycjonistów wytypowanych przez Służbę Bezpieczeństwa. Zamiast ćwiczeń i nauki, osadzonych zmuszano do wykonywania prac fizycznych, takich jak wycinka krzaków czy wykopywanie dołów.
Działacze związkowi w Budowie internowani byli od 5 listopada do 1982 r. do 3 lutego 1983 roku.
Działacze opozycyjni do obozów trafiali pod pozorem powołania na dodatkowe przeszkolenie wojskowe - mówi Karol Polejwski, zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.
- Przez trzy miesiące upokarzano ich i zarzucano im najgorsze rzeczy. Tylko dlatego, że umiłowali wolność, bo wolność oznaczała Solidarność - mówi Polejwski.
Działacz związkowy z Lublina Artur Kotyra do obozu trafił, gdy miał 25 lat. W domu zostawił żonę i dwoje maleńkich dzieci.
- To był trudny czas, bo były bezsensowne ćwiczenia i nieustanne przesłuchiwania. Byliśmy młodymi ludźmi, także jakiś tam hart ducha mieliśmy, ale jeżeli chodziło o rodziny, naszych bliskich, to było najbardziej perfidne z tamtej strony i dla nas bolesne. Trzeba też powiedzieć, że się wspieraliśmy - mówi Kotyra.
Andrzej Adamczyk ze Stowarzyszenia Osób Internowanych Chełminiacy 1982 zwrócił się do młodzieży:
- To dla was to robiliśmy. My swoją historię mamy. Natomiast dobrze by było, żebyście wy też mieli jakiś znak, do którego możecie wracać - mówił Adamczyk.
5 listopada 1982 roku utworzono trzynaście obozów. Łącznie osadzono w nich 1711 opozycjonistów wytypowanych przez Służbę Bezpieczeństwa. Zamiast ćwiczeń i nauki, osadzonych zmuszano do wykonywania prac fizycznych, takich jak wycinka krzaków czy wykopywanie dołów.
Działacze związkowi w Budowie internowani byli od 5 listopada do 1982 r. do 3 lutego 1983 roku.
Działacze opozycyjni do obozów trafiali pod pozorem powołania na dodatkowe przeszkolenie wojskowe - mówi Karol Polejwski, zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.
Działacz związkowy z Lublina Artur Kotyra do obozu trafił, gdy miał 25 lat. W domu zostawił żonę i dwoje maleńkich dzieci.

Radio Szczecin