Szlakiem protestujących przeszedł marsz spod bramy Stoczni Szczecińskiej na Plac Solidarności przed pomnik Anioła Wolności. To z okazji obchodów 53. rocznicy Grudnia'70.
Robotnicy wyszli na ulice, protestując przeciwko drastycznym podwyżkom cen żywności, które komunistyczne władze ogłosiły na dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem.
Wydarzenia sprzed ponad pół dekady wspomina jeden z uczestników strajków grudniowych. - Wychodziliśmy na miasto, ludzie płakali. Zaatakowali nas na placu Grunwaldzkim. Wszystko się rozwaliło, wróciliśmy pod stocznię, na ulicę Dubois. Pod stocznią paliły się samochody. Szliśmy na ulicę Łady, goniliśmy policję. Zginął mój sąsiad Stasiu Nadratowski.
- Pamiętajmy o ofiarach Grudnia'70 - mówi dyrektor oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Szczecinie, Krzysztof Męciński. - To bardzo ważne wydarzenia na drodze do wolności. Gdyby nie wystąpienia robotnicze, gdyby nie protesty, nie byłoby w późniejszym czasie wielkiego ruchu Solidarność i Polska nie odzyskałaby suwerenności i niepodległości.
Podczas protestów w Szczecinie od kul milicji i wojska zginęło 16 osób.
Wydarzenia sprzed ponad pół dekady wspomina jeden z uczestników strajków grudniowych. - Wychodziliśmy na miasto, ludzie płakali. Zaatakowali nas na placu Grunwaldzkim. Wszystko się rozwaliło, wróciliśmy pod stocznię, na ulicę Dubois. Pod stocznią paliły się samochody. Szliśmy na ulicę Łady, goniliśmy policję. Zginął mój sąsiad Stasiu Nadratowski.
- Pamiętajmy o ofiarach Grudnia'70 - mówi dyrektor oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Szczecinie, Krzysztof Męciński. - To bardzo ważne wydarzenia na drodze do wolności. Gdyby nie wystąpienia robotnicze, gdyby nie protesty, nie byłoby w późniejszym czasie wielkiego ruchu Solidarność i Polska nie odzyskałaby suwerenności i niepodległości.
Podczas protestów w Szczecinie od kul milicji i wojska zginęło 16 osób.

Radio Szczecin