Wszystkie oskarżenia w sprawie Fundacji Pomocy Transplantologii są bezpodstawne - mówi Tomasz Grodzki. Senator i były marszałek Izby Wyższej parlamentu zeznaje w sprawie dotyczącej korupcji w szczecińskim szpitalu w Zdunowie.
Według prokuratury w latach 2008–2019 pacjenci potrzebujący chirurgicznego leczenia otyłości mieli przekazywać na fundację po ok. 10 tys. złotych. Dzięki temu mieli być operowani poza kolejką, a zabiegi miały być przeprowadzane nowoczesną metodą laparoskopową.
W sprawie oskarżonych jest kilku lekarzy i kilkunastu pacjentów. Tomasz Grodzki był założycielem fundacji i ordynatorem oddziału torakochirurgii w szpitalu. Przed wejściem na salę rozpraw podkreślił, że wpłaty dokonywane przez pacjentów były dobrowolne.
- Te pieniądze były używane na sprzęt, na szkolenia, na działalność naukową i nikt nigdy nie odniósł z tego żadnej osobistej korzyści. Co więcej, w tej fundacji kolejni prezesi i rady nadzorcze pracowali całkowicie społecznie - mówi senator.
Zdaniem prof. Grodzkiego sprawa jest pokłosiem wcześniejszych doniesień dotyczących przyjmowania przez niego łapówek i ma wymiar wyłącznie polityczny.
- Skoro nie wyszło z łapówkami, no to weźmiemy się za fundację, którą ja tylko założyłem. Nigdy tam nawet nie byłem ani prezesem, ani szefem Rady Nadzorczej. To wszystko był trochę sztuczny wytwór, za który cierpią niewinni ludzie - mówi Grodzki.
Według śledczych wpłacone darowizny opiewały na ponad 2 mln 300 tys. złotych, przyjęto je od ponad 217 pacjentów. Niemal 900 tysięcy złotych mieli przyjąć sami lekarze.
Proces dotyczący fundacji rozpoczął się dwa lata temu. Akt oskarżenia objął 30 osób w tym chirurga Krzysztofa K. (byłego ordynatora oddziału chirurgii ogólnej i naczyniowej), prezesów fundacji (Juliusza P. i Bartosza K.), oraz księgową fundacji, a także ok. 26 pacjentów, którzy wpłacali pieniądze.
W sprawie oskarżonych jest kilku lekarzy i kilkunastu pacjentów. Tomasz Grodzki był założycielem fundacji i ordynatorem oddziału torakochirurgii w szpitalu. Przed wejściem na salę rozpraw podkreślił, że wpłaty dokonywane przez pacjentów były dobrowolne.
- Te pieniądze były używane na sprzęt, na szkolenia, na działalność naukową i nikt nigdy nie odniósł z tego żadnej osobistej korzyści. Co więcej, w tej fundacji kolejni prezesi i rady nadzorcze pracowali całkowicie społecznie - mówi senator.
Zdaniem prof. Grodzkiego sprawa jest pokłosiem wcześniejszych doniesień dotyczących przyjmowania przez niego łapówek i ma wymiar wyłącznie polityczny.
- Skoro nie wyszło z łapówkami, no to weźmiemy się za fundację, którą ja tylko założyłem. Nigdy tam nawet nie byłem ani prezesem, ani szefem Rady Nadzorczej. To wszystko był trochę sztuczny wytwór, za który cierpią niewinni ludzie - mówi Grodzki.
Według śledczych wpłacone darowizny opiewały na ponad 2 mln 300 tys. złotych, przyjęto je od ponad 217 pacjentów. Niemal 900 tysięcy złotych mieli przyjąć sami lekarze.
Proces dotyczący fundacji rozpoczął się dwa lata temu. Akt oskarżenia objął 30 osób w tym chirurga Krzysztofa K. (byłego ordynatora oddziału chirurgii ogólnej i naczyniowej), prezesów fundacji (Juliusza P. i Bartosza K.), oraz księgową fundacji, a także ok. 26 pacjentów, którzy wpłacali pieniądze.
Edycja tekstu: Michał Król

Radio Szczecin