Rozpoczął się proces w sprawie wybuchu na szczecińskiej Akademii Sztuki w 2023 r.
Przypomnijmy: w jednej z pracowni przy ul. Kolumba doszło do eksplozji podczas spalania kalafonii. Ucierpiała 20-letnia studentka, która zmarła po pół roku. Na ławie oskarżonych zasiadły rektorka uczelni - Mirosława Jarmołowicz i jedna z wykładowczyń - Marta K.
Śledczy powołali w tej sprawie biegłych, którzy wskazali na szereg zaniedbań – mówi prokurator Radosław Ogielski.
- Nie ma jednej dobrej przyczyny, która doprowadziła do tego wszystkiego. Doprowadził do tego sposób przechowywania chemikaliów, brak odpowiedniej wentylacji, a także kwestia używanego narzędzia w postaci tygielka, który był dziurawy - mówi Ogielski.
Śledczy podkreślają, że budynek nie był odpowiednio przygotowany do prowadzenia takich zajęć. Ten zarzut odpiera rektorka Akademii Sztuki Mirosława Jarmołowicz. Nie przyznaje się do winy, a w rozmowie z dziennikarzami podkreślała jednak, jak ważna dla uczelni jest ta sprawa.
- Mamy wszelkie dokumenty, które przedstawimy. Na ich podstawie co roku odbywają się kontrole i mogę dopuścić budynek do zajęć dydaktycznych. I takie dokumenty były - mówi Jarmołowicz.
Podczas składania wyjaśnień wykładowczyni, Marta K., odrzuciła stawiane jej zarzuty.
- Mam trzy pomieszczenia, z czego jedno z kwasami, drugie z prasą graficzną. Nie wymyśliłam tego, że będę jedyną prowadzącą dla całej grupy studentów. Tuż przed wybuchem byłam przy Marysi. Kontrolowałam jej pracę - zeznaje wykładowczyni.
Kobieta, ratując studentkę, sama ucierpiała - przypomina prokurator Radosław Ogielski.
- Zgodnie z ogólnymi regułami wymiaru kary, jeżeli oczywiście dojdzie tutaj do skazania, to jest oczywiście domena sądu. Sąd powinien wziąć pod uwagę kwestię tego, co się pani oskarżonej Marcie K. wydarzyło - podkreśla Ogielski.
Oskarżonej o sprowadzenie niebezpieczeństwa życia i zdrowia wykładowczyni Marcie K. grozi do 10 lat więzienia. Rektorce uczelni, za nieumyślne niedopełnienie obowiązków, grozi z kolei do dwóch lat pozbawienia wolności.
Śledczy powołali w tej sprawie biegłych, którzy wskazali na szereg zaniedbań – mówi prokurator Radosław Ogielski.
- Nie ma jednej dobrej przyczyny, która doprowadziła do tego wszystkiego. Doprowadził do tego sposób przechowywania chemikaliów, brak odpowiedniej wentylacji, a także kwestia używanego narzędzia w postaci tygielka, który był dziurawy - mówi Ogielski.
Śledczy podkreślają, że budynek nie był odpowiednio przygotowany do prowadzenia takich zajęć. Ten zarzut odpiera rektorka Akademii Sztuki Mirosława Jarmołowicz. Nie przyznaje się do winy, a w rozmowie z dziennikarzami podkreślała jednak, jak ważna dla uczelni jest ta sprawa.
- Mamy wszelkie dokumenty, które przedstawimy. Na ich podstawie co roku odbywają się kontrole i mogę dopuścić budynek do zajęć dydaktycznych. I takie dokumenty były - mówi Jarmołowicz.
Podczas składania wyjaśnień wykładowczyni, Marta K., odrzuciła stawiane jej zarzuty.
- Mam trzy pomieszczenia, z czego jedno z kwasami, drugie z prasą graficzną. Nie wymyśliłam tego, że będę jedyną prowadzącą dla całej grupy studentów. Tuż przed wybuchem byłam przy Marysi. Kontrolowałam jej pracę - zeznaje wykładowczyni.
Kobieta, ratując studentkę, sama ucierpiała - przypomina prokurator Radosław Ogielski.
- Zgodnie z ogólnymi regułami wymiaru kary, jeżeli oczywiście dojdzie tutaj do skazania, to jest oczywiście domena sądu. Sąd powinien wziąć pod uwagę kwestię tego, co się pani oskarżonej Marcie K. wydarzyło - podkreśla Ogielski.
Oskarżonej o sprowadzenie niebezpieczeństwa życia i zdrowia wykładowczyni Marcie K. grozi do 10 lat więzienia. Rektorce uczelni, za nieumyślne niedopełnienie obowiązków, grozi z kolei do dwóch lat pozbawienia wolności.

Radio Szczecin