Radosław Kowalczyk, szczeciński żeglarz, który wczoraj uległ poważnemu wypadkowi podczas samotnego rejsu przez Atlantyk, wrócił na trasę.
To kolejny etap, który szczecinianin musi pokonać, aby wywalczyć start w prestiżowych regatach Mini Transat z Francji do Brazylii, które odbędą się w 2013 roku.
Nocą, z piątku na sobotę, podczas silnego sztormu Radek uległ wypadkowi. Ogromna fala zalewająca niski pokład Mini 6.50 porwała wszystko rzucając Radkiem o nadbudówkę. Jacht, którym żeglarz płynie ma uszkodzony ster, nie działa też System Identyfikacji statków.
Mimo zaleceń lekarskich i silnych obrażeń twarzy, żeglarz postanowił walczyć dalej. Dziś rano Wystartował po raz drugi z Douarnez Francja przez Anglię na północ do Irlandii, potem w kierunku La Rochelle powrót do Douarnenez wszystko bez zawijania do portu. Łącznie ponad 1000 mil morskich czyli około 2000km. Jest to najtrudniejsza część programu i zarazem niezbędna by uzyskać kwalifikacje do MiniTransat.
Nocą, z piątku na sobotę, podczas silnego sztormu Radek uległ wypadkowi. Ogromna fala zalewająca niski pokład Mini 6.50 porwała wszystko rzucając Radkiem o nadbudówkę. Jacht, którym żeglarz płynie ma uszkodzony ster, nie działa też System Identyfikacji statków.
Mimo zaleceń lekarskich i silnych obrażeń twarzy, żeglarz postanowił walczyć dalej. Dziś rano Wystartował po raz drugi z Douarnez Francja przez Anglię na północ do Irlandii, potem w kierunku La Rochelle powrót do Douarnenez wszystko bez zawijania do portu. Łącznie ponad 1000 mil morskich czyli około 2000km. Jest to najtrudniejsza część programu i zarazem niezbędna by uzyskać kwalifikacje do MiniTransat.

Radio Szczecin