Wrak amerykańskiego bombowca z czasów II wojny światowej wyciągnęli z dna Bałtyku archeolodzy z Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.
W akcji brała udział Marynarka Wojenna i firma Lotos Petrobaltic. Dwudziestotonowy bombowiec Douglas A-20 leżał na głębokości 15 metrów w okolicy Rozewia.
Jeszcze w sierpniu przez pięć dni nurkowie Marynarki Wojennej odkopywali wrak zanurzony na metr w mule, przemieszczając w sumie 160 ton piasku. Następnie samolot opleciono systemem pasów, które zostały przymocowane do specjalnej belki połączonej linami z dźwigiem.
Mimo długiego czasu, jaki samolot spędził pod wodą, jest on w świetnym stanie: brakuje mu tylko przedniego stanowiska strzelca i części ogonowej. W jego wnętrzu znaleziono wiele elementów wyposażenia - karabiny maszynowe czy różnego rodzaju urządzenia pokładowe, słuchawki pilota, radio i napisy wykonane cyrylicą, samolot służył więc najprawdopodobniej Rosjanom.
Samolot jest unikatem na światową skalę, do dziś zachowało się jedynie kilkanaście egzemplarzy tych maszyn.
Po konserwacji Douglas trafi do krakowskiego Muzeum Lotnictwa Polskiego.
TVN24/x-news
Jeszcze w sierpniu przez pięć dni nurkowie Marynarki Wojennej odkopywali wrak zanurzony na metr w mule, przemieszczając w sumie 160 ton piasku. Następnie samolot opleciono systemem pasów, które zostały przymocowane do specjalnej belki połączonej linami z dźwigiem.
Mimo długiego czasu, jaki samolot spędził pod wodą, jest on w świetnym stanie: brakuje mu tylko przedniego stanowiska strzelca i części ogonowej. W jego wnętrzu znaleziono wiele elementów wyposażenia - karabiny maszynowe czy różnego rodzaju urządzenia pokładowe, słuchawki pilota, radio i napisy wykonane cyrylicą, samolot służył więc najprawdopodobniej Rosjanom.
Samolot jest unikatem na światową skalę, do dziś zachowało się jedynie kilkanaście egzemplarzy tych maszyn.
Po konserwacji Douglas trafi do krakowskiego Muzeum Lotnictwa Polskiego.
TVN24/x-news

Radio Szczecin