Policjanci, którym uciekł podejrzany z budynku białostockiej prokuratury, nie popełnili przestępstwa. Tak uznał Sąd Okręgowy w Białymstoku i prawomocnie uniewinnił dwóch funkcjonariuszy.
Zdaniem śledczych policjanci nie dopełnili obowiązków, bo założyli zatrzymanemu kajdanki z przodu, a nie - jak należało - z tyłu. Sąd uznał jednak, że mogli tak zrobić, przyznał natomiast rację prokuraturze, że ci nieuważnie obserwowali zatrzymanego.
- Przypominam, że sąd przyznał rację prokuraturze w wielu punktach, natomiast spór jest tylko o to czy ten czyn wyrządził szkodę i to szkodę poważną - podkreślał prokurator Marek Rzędzian.
Szkoda, faktycznie była: wizerunkowa.
- Okoliczności związane z ucieczką, przypomnę: uciekł z budynku sądu, w którym uwięził doprowadzających go policjantów, a następnie w klapkach, w kajdankach na rękach, odjechał z przystanku autobusem MPK śmiejąc się przy tym, co zostało zarejestrowane w kamerze umieszczonej w pojeździe, nie przysporzyło policji prestiżu - zauważył sędzia Krzysztof Kamiński.
Mimo to, zdaniem sądu, szkoda jaką wyrządzili oskarżeni nie jest znaczna, dlatego "nie można mówić o popełnieniu przez nich przestępstwa, a jedynie o naruszeniu obowiązków służbowych karanych w trybie dyscyplinarnym".
Takie konsekwencje już ponieśli, m.in. stracili dodatki oraz premie.
Chodzi o zdarzenie z września ubiegłego roku. Choć zatrzymany miał na rękach kajdanki, udało mu się otworzyć kratę, bo palcem nacisnął klamkę z drugiej strony.
- Przypominam, że sąd przyznał rację prokuraturze w wielu punktach, natomiast spór jest tylko o to czy ten czyn wyrządził szkodę i to szkodę poważną - podkreślał prokurator Marek Rzędzian.
Szkoda, faktycznie była: wizerunkowa.
- Okoliczności związane z ucieczką, przypomnę: uciekł z budynku sądu, w którym uwięził doprowadzających go policjantów, a następnie w klapkach, w kajdankach na rękach, odjechał z przystanku autobusem MPK śmiejąc się przy tym, co zostało zarejestrowane w kamerze umieszczonej w pojeździe, nie przysporzyło policji prestiżu - zauważył sędzia Krzysztof Kamiński.
Mimo to, zdaniem sądu, szkoda jaką wyrządzili oskarżeni nie jest znaczna, dlatego "nie można mówić o popełnieniu przez nich przestępstwa, a jedynie o naruszeniu obowiązków służbowych karanych w trybie dyscyplinarnym".
Takie konsekwencje już ponieśli, m.in. stracili dodatki oraz premie.
Chodzi o zdarzenie z września ubiegłego roku. Choć zatrzymany miał na rękach kajdanki, udało mu się otworzyć kratę, bo palcem nacisnął klamkę z drugiej strony.

Radio Szczecin