W Katowicach w czwartek odbędzie się rozprawa apelacyjna w sprawie podpalacza z Jastrzębia Zdroju.
Dariusz P. został skazany przez sąd pierwszej instancji na dożywocie za podpalenie domu i zabicie w ten sposób żony i czworga dzieci. Z pożaru uratował się tylko najstarszy syn mężczyzny. Oskarżony podczas pierwszego procesu cały czas podkreślał, że jest niewinny, a pożar, jaki wybuch w jego domu, był tragicznym w skutkach wypadkiem.
- Staje przed Wysokim Sądem jako manipulant pozbawiony wszelkich uczuć, psychopata i zwyrodnialec, który swoim rzekomym czynem zachował się gorzej od wszelkich dyktatorów, tyranów i esesmanów razem wziętych. Ale to nieprawda Wysoki Sądzie. Czyn, o który jestem oskarżany, nie popełniłem. W ogóle nie było żadnego podpalenia - mówi Dariusz P.
Do tragedii doszło 10 maja 2013 roku. Zginęli: 40-letnia żona mężczyzny oraz ich dzieci: 3 dziewczynki w wieku 4, 13 i 18 lat oraz 10-letni chłopiec. Zdaniem prokuratury, motywem działania mężczyzny miały być pieniądze. Wcześniej Dariusz P. zawarł szereg umów ubezpieczeń na wysokie kwoty.
- Staje przed Wysokim Sądem jako manipulant pozbawiony wszelkich uczuć, psychopata i zwyrodnialec, który swoim rzekomym czynem zachował się gorzej od wszelkich dyktatorów, tyranów i esesmanów razem wziętych. Ale to nieprawda Wysoki Sądzie. Czyn, o który jestem oskarżany, nie popełniłem. W ogóle nie było żadnego podpalenia - mówi Dariusz P.
Do tragedii doszło 10 maja 2013 roku. Zginęli: 40-letnia żona mężczyzny oraz ich dzieci: 3 dziewczynki w wieku 4, 13 i 18 lat oraz 10-letni chłopiec. Zdaniem prokuratury, motywem działania mężczyzny miały być pieniądze. Wcześniej Dariusz P. zawarł szereg umów ubezpieczeń na wysokie kwoty.

Radio Szczecin