Troje dzieci w wieku 4, 6 i 7 lat zginęło w pożarze w Piechowicach na Dolnym Śląsku. Na razie nie wiadomo, dlaczego w pokoju, w którym spały, wybuchł ogień.
Edyta Bagrowska z jeleniogórskiej policji mówi, że sąsiedzi usłyszeli w nocy krzyki i podnieśli alarm. Jeden z nich obudził dziadka dzieci, któremu udało się wydostać z mieszkania. Do pokoju dzieci nie można było wejść, gdyż rozprzestrzenił się tam ogień. Pożar gasiło pięć jednostek straży pożarnej.
14 osób ewakuowano z budynku. Matka dzieci, której nie było w domu w czasie tragedii, jest przesłuchiwana, podobnie dziadek. Oboje byli trzeźwi. Nieoficjalnie wiadomo, że w mieszkaniu, w którym doszło do tragedii, nie było prądu, przynajmniej od czwartku, a oświetlenie zapewniały świece. Biegły pracuje na miejscu. Ma ustalić przyczyny wybuchu ognia.
Mieszkańcy Piechowic mówią, że w mieście jest więcej rodzin, które z braku prądu używają świeczek.
Burmistrz powołał sztab kryzysowy.
14 osób ewakuowano z budynku. Matka dzieci, której nie było w domu w czasie tragedii, jest przesłuchiwana, podobnie dziadek. Oboje byli trzeźwi. Nieoficjalnie wiadomo, że w mieszkaniu, w którym doszło do tragedii, nie było prądu, przynajmniej od czwartku, a oświetlenie zapewniały świece. Biegły pracuje na miejscu. Ma ustalić przyczyny wybuchu ognia.
Mieszkańcy Piechowic mówią, że w mieście jest więcej rodzin, które z braku prądu używają świeczek.
Burmistrz powołał sztab kryzysowy.

Radio Szczecin