Swojego przewodniczącego wybiorą w poniedziałek na spotkaniu w Brukseli ministrowie finansów strefy euro. O to stanowisko ubiegają się: Słowak Peter Kazimir, Łotyszka Dana Reizniece-Ozola, Portugalczyk Mario Centeno oraz Luksemburczyk Pierre Gramegna. Ustępujący szef eurogrupy Holender Jeroen Dijsselbloem będzie sprawował funkcję do połowy stycznia.
Przy wyborze przewodniczącego eurogrupy jest rozważanych kilka czynników, ale nie sposób przewidzieć, który dziś będzie decydujący.
Gdyby brać pod uwagę konieczność zagwarantowania równowagi geograficznej na najwyższych stanowiskach w Unii, to zwiększałoby to szanse Łotyszki i Słowaka. Europa Środkowo-Wschodnia jest bowiem niedoreprezentowana, a ostatnie decyzje dotyczące przenosin unijnych agencji z Londynu na kontynent tylko to potwierdziły.
Gdyby chodziło o większą reprezentację kobiet, wygrałaby Łotyszka, choć należy do zielonych, czyli partii, która nie liczy się w układance przy obsadzie stanowisk wysokiego szczebla w Unii. Na utrzymanie szefa eurogrupy liczą natomiast socjaliści, którzy są drugą co do wielkości grupą polityczną w europarlamencie, ale nie obsadzili tyle miejsc, co najliczniejsi chadecy. Oprócz przewodniczącego eurogrupy, mają także szefową unijnej dyplomacji.
Jeśli socjaliści nie odpuszczą, to wtedy albo wygra Słowak, który podobno ma poparcie Niemiec i Holandii za to, że w ostatnim czasie opowiadał się za polityką zaciskania pasa, albo wygra Portugalczyk mający poparcie krajów z południa, ale także z północy, bo opowiada się za dyscypliną finansową. Choć jego słabą stroną jest to, że pochodzi z państwa, które w przeszłości było zmuszone prosić o międzynarodową pomoc finansową.
Jest jeszcze przedstawiciel Luksemburga, wpływowego kraju w Unii, ale jego rodak - Jean-Claude Juncker - zajmuje już wysokie stanowisko we Wspólnocie.
Gdyby brać pod uwagę konieczność zagwarantowania równowagi geograficznej na najwyższych stanowiskach w Unii, to zwiększałoby to szanse Łotyszki i Słowaka. Europa Środkowo-Wschodnia jest bowiem niedoreprezentowana, a ostatnie decyzje dotyczące przenosin unijnych agencji z Londynu na kontynent tylko to potwierdziły.
Gdyby chodziło o większą reprezentację kobiet, wygrałaby Łotyszka, choć należy do zielonych, czyli partii, która nie liczy się w układance przy obsadzie stanowisk wysokiego szczebla w Unii. Na utrzymanie szefa eurogrupy liczą natomiast socjaliści, którzy są drugą co do wielkości grupą polityczną w europarlamencie, ale nie obsadzili tyle miejsc, co najliczniejsi chadecy. Oprócz przewodniczącego eurogrupy, mają także szefową unijnej dyplomacji.
Jeśli socjaliści nie odpuszczą, to wtedy albo wygra Słowak, który podobno ma poparcie Niemiec i Holandii za to, że w ostatnim czasie opowiadał się za polityką zaciskania pasa, albo wygra Portugalczyk mający poparcie krajów z południa, ale także z północy, bo opowiada się za dyscypliną finansową. Choć jego słabą stroną jest to, że pochodzi z państwa, które w przeszłości było zmuszone prosić o międzynarodową pomoc finansową.
Jest jeszcze przedstawiciel Luksemburga, wpływowego kraju w Unii, ale jego rodak - Jean-Claude Juncker - zajmuje już wysokie stanowisko we Wspólnocie.

Radio Szczecin
