Rosyjski zakład nie jest źródłem promieniotwórczego rutenu 106, który pojawił się w atmosferze - twierdzi Gazieta.ru. Portal powołuje się na wstępne opinie komisji międzyresortowej, która badała sprawę. Według tych danych, radioaktywny pierwiastek mógł pojawić się w atmosferze w wyniku spłonięcia jednego z satelitów.
W październiku francuski Instytut Bezpieczeństwa Radiologicznego odnotował w powietrzu wysoki poziom promieniotwórczego izotopu ruten 106. Podobny komunikat wydała polska Państwowa Agencja Atomistyki jednocześnie oceniając, że stężenie nie zagraża ludzkiemu życiu. Wtedy Rosyjska Państwowa Korporacja Energii Jądrowej Rosatom zaprzeczała doniesieniom zachodnich specjalistów.
Na własną rękę badania na terenie Rosji podjęła organizacja Greenpeace. Z jej ustaleń wynikało, że do emisji radioaktywnego izotopu doszło w obwodzie czelabińskim, w kombinacie "Majak" przetwarzającym radioaktywne odpady.
Doniesienia te potwierdziła Rosyjska Federalna Służba ds. hydrometeorologii i monitoringu środowiska naturalnego. Na miejsce wysłano ekspertów. Ci jednak doszli do wniosku, że "Majak" nie jest źródłem emisji promieniotwórczego pierwiastka. W ich ocenie, ruten 106 mógł znajdować się na pokładzie jednego z satelitów i gdy ten spłonął w atmosferze, urządzenia na ziemi odnotowały w powietrzu wzrost ilości radioaktywnego pierwiastka.
Na własną rękę badania na terenie Rosji podjęła organizacja Greenpeace. Z jej ustaleń wynikało, że do emisji radioaktywnego izotopu doszło w obwodzie czelabińskim, w kombinacie "Majak" przetwarzającym radioaktywne odpady.
Doniesienia te potwierdziła Rosyjska Federalna Służba ds. hydrometeorologii i monitoringu środowiska naturalnego. Na miejsce wysłano ekspertów. Ci jednak doszli do wniosku, że "Majak" nie jest źródłem emisji promieniotwórczego pierwiastka. W ich ocenie, ruten 106 mógł znajdować się na pokładzie jednego z satelitów i gdy ten spłonął w atmosferze, urządzenia na ziemi odnotowały w powietrzu wzrost ilości radioaktywnego pierwiastka.

Radio Szczecin