Po pięciu latach procesu profesor Piotr Ż., socjolog i wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego, a także dawny wiceprzewodniczący SLD i radny, ma usłyszeć wyrok sądu w sprawie 29 zarzutów, jakie postawiła mu prokuratura.
Cztery z nich dotyczyły gwałtów, w tym dwóch zbiorowych, które profesor miał popełnić ze znajomym Arturem C. Całość procesu była tajna i odbywała się za zamkniętymi drzwiami. Ostateczne orzeczenie będzie jawne.
Na ostatniej rozprawie sąd wysłuchał finalnych głosów stron. Prokuratura od zatrzymania wykładowcy w lutym 2013 roku twierdzi, że jego ofiarami padło 21 kobiet. Na wniosek rektora uniwersytetu, profesor został od razu zawieszony w obowiązkach. Podobnie stało się z jego stanowiskiem w SLD. Wszystko dlatego, że zarzuty wobec niego są bardzo poważne. Chodzi o gwałty, nawet zbiorowe oraz o prześladowanie, nękanie telefonami i wiadomościami SMS, a także proponowanie studentkom dobrej oceny w zamian za seks.
Piotr Ż. nie przyznaje się do żadnego z zarzutów i jak tłumaczył zaraz po zatrzymaniu, według niego to zemsta służb specjalnych za to, że nie chciał z nimi współpracować.
Na ostatniej rozprawie sąd wysłuchał finalnych głosów stron. Prokuratura od zatrzymania wykładowcy w lutym 2013 roku twierdzi, że jego ofiarami padło 21 kobiet. Na wniosek rektora uniwersytetu, profesor został od razu zawieszony w obowiązkach. Podobnie stało się z jego stanowiskiem w SLD. Wszystko dlatego, że zarzuty wobec niego są bardzo poważne. Chodzi o gwałty, nawet zbiorowe oraz o prześladowanie, nękanie telefonami i wiadomościami SMS, a także proponowanie studentkom dobrej oceny w zamian za seks.
Piotr Ż. nie przyznaje się do żadnego z zarzutów i jak tłumaczył zaraz po zatrzymaniu, według niego to zemsta służb specjalnych za to, że nie chciał z nimi współpracować.

Radio Szczecin