Komendant główny policji, generalny inspektor Jarosław Szymczyk wyraził nadzieję, że właściwe instytucje profesjonalnie wyjaśnią okoliczności wybuchu prezentu od Ukraińców.
Jarosław Szymczyk powiedział w TVP Info, że czuje się pokrzywdzony tą sytuacją. Podkreślił, że doszło do samoczynnego wybuchu jednej z tub po zużytym granatniku. Zapewnił, że nie naciskał na spust, a tuba stała pionowo na podłodze.
Do zdarzenia doszło w pomieszczeniu przylegającym do gabinetu komendanta głównego. Tuby zostały przywiezione z Ukrainy, miały być bezpieczne i rozbrojone.
- W pomieszczeniu byłem sam, przyjechałem do pracy po 7.30, przygotowywałem się do swoich zadań, poszedłem na zaplecze, gdzie były prezenty, między innymi dwie puste tuby po jednorazowych granatnikach. Chciałem przestawić jeden z nich, doszło do potężnej eksplozji, jeden z elementów uderzył w sufit, drugi w podłogę - opisywał.
Jarosław Szymczyk wyraził też nadzieję na współpracę ze stroną ukraińską, by wyjaśnić, jak i dlaczego doszło do wybuchu. Dodał, że to zdarzenie nie powinno zepsuć relacji z Ukrainą, zwłaszcza w obliczu trwającej rosyjskiej inwazji i pomocy, jaką niesiemy wschodniemu sąsiadowi.
- Jest wiele elementów, które mogą wskazywać, że komuś mogło zależeć na tym, żeby zdyskredytować, osłabić i zepsuć nasze relacje. To jedna z wersji, którą trzeba sprawdzić - stwierdził.
Jak powiedział, Ukraińcy ubolewają nad tym zdarzeniem i deklarują współpracę przy rozwiązaniu tej sprawy, podkreślając, że nie mieli złych intencji, a prezent był symboliczny.
Jarosław Szymczyk podziękował również ministrowi spraw wewnętrznych i administracji Mariuszowi Kamińskiemu za okazane wsparcie i zapewnienie, że nie zostanie zdymisjonowany.
- W pomieszczeniu byłem sam, przyjechałem do pracy po 7.30, przygotowywałem się do swoich zadań, poszedłem na zaplecze, gdzie były prezenty, między innymi dwie puste tuby po jednorazowych granatnikach. Chciałem przestawić jeden z nich, doszło do potężnej eksplozji, jeden z elementów uderzył w sufit, drugi w podłogę - opisywał.

Radio Szczecin
