Podczas mszy świętej w intencji ofiar katastrofy samolotu IŁ-62 w Lesie Kabackim proboszcz archikatedry warszawskiej ksiądz Bogdan Bartołd przypomniał ostatnie słowa kapitana Pawlaczyka, które słyszeli kontrolerzy lotów na Okęciu. Brzmiały one: "dobranoc, do widzenia, giniemy".
W katastrofie sprzed 36 lat zginęły 183 osoby. Ksiądz Bogdan Bartołd podkreślił, że załoga samolotu robiła wszystko, by szczęśliwie wylądować na lotnisku. - W trudnych chwilach myśleli o bezbronnych ludziach, którzy znajdowali się na ziemi, na blokowisku warszawskiego Ursynowa. Piloci uratowali wiele istnień ludzkich. Ludzie zginęliby, gdyby maszyna runęła na Warszawę - mówił ks. Bartołd.
9 maja 1987 roku w Lesie Kabackim w Warszawie rozbił się samolot LOT-u Ił-62 M "Tadeusz Kościuszko" lecący z Warszawy do Nowego Jorku. Samolot uderzył w ziemię prawie 6 kilometrów od pasa lotniska. W pobliżu miejsca katastrofy ustawiono krzyż oraz kamienny pomnik z wyrytymi nazwiskami ofiar lotu numer 5055.
9 maja 1987 roku w Lesie Kabackim w Warszawie rozbił się samolot LOT-u Ił-62 M "Tadeusz Kościuszko" lecący z Warszawy do Nowego Jorku. Samolot uderzył w ziemię prawie 6 kilometrów od pasa lotniska. W pobliżu miejsca katastrofy ustawiono krzyż oraz kamienny pomnik z wyrytymi nazwiskami ofiar lotu numer 5055.

Radio Szczecin