Władze Bydgoszczy i organizatorzy wczorajszego finału Pucharu Polski w piłce nożnej nie mają sobie nic do zarzucenia w kwestii przygotowań i zabezpieczenia imprezy sportowej.
Prezydent Bydgoszczy powiedział na konferencji prasowej, że wczorajsze wydarzenia na stadionie Zawiszy nie miały prawa mieć miejsca. Rafał Bruski ocenił, że nie da się zabezpieczyć przed takim zachowaniem pseudokibiców, jak wyrywanie krzesełek i burdy na stadionie
Na wczorajszym meczu pojawił się lider pseudokibiców Legii Piotr S. o pseudonimie "Staruch". Komendant Główny Policji zażądał od szefa stołecznej policji wyjaśnień w sprawie okoliczności jego wpuszczenia na wczorajszy mecz. Stołeczny naczelnik Wydziału do spraw Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców nadkomisarz Radosław Ściborek prosił w piśmie do PZPN o wpuszczenie "Starucha" na finał Pucharu Polski.
Rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski wyjaśnia, że pismo warszawskiego policjanta zostało wysłane po kontakcie z kibicami Legii. Wskazali oni, że "Staruch" jest objęty zakazem wstępu na mecze Ekstraklasy, a nie na wszystkie imprezy masowe i powinien zostać wpuszczony na bydgoski stadion. Sokołowski podkreśla, że naczelnik ze stołecznej komendy w piśmie zrelacjonował fakty, ale poszedł jednak o krok za daleko prosząc o sprzedanie biletu temu kibicowi. Sokołowski podkreśla, że niewłaściwe było ostatnie zdanie w piśmie nadkomisarza Ściborka, w którym prosił PZPN o umożliwienie sprzedaży biletu "Staruchowi" na ten mecz.
Sokołowski zaznacza, że w tej chwili policja dopiero analizuje nagrania z przebiegu zajść na stadionie w Bydgoszczy i nie może powiedzieć, czy "Staruch" złamał jakieś przepisy. Na zdjęciach prasowych kibic ten po meczu trzymał w rękach trofeum zdobyte przez "Legię". Nie wiadomo jednak, czy wtargnął na płytę boiska i czy brał udział w zamieszkach.
Były dowódca jednostek antyterrorystycznych, Jerzy Dziewulski, uważa, że to chuligani decydują o bezpieczeństwie na stadionach. Były antyterrorysta powiedział Polskiemu Radiu, że awantury te były demonstracją siły stadionowych bandytów, którzy pokazali strukturom państwa, PZPN-owi i UEFA, "kto tu rządzi". Dziewulski ocenił że podczas Euro 2012 polscy bandyci mogą prowokować zagranicznych kibiców, na przykład Anglików czy Serbów.
Natomiast były dowódca GROM generał Roman Polko ocenia, że PZPN nie może mieć pretensji do policji za wczorajszą sytuację. "Trudno winić o zamieszki policję, która wskazywała, że stadion w Bydgoszczy nie nadaje się do tego typu rozgrywek" - uważa generał Polko. Dodaje, że z niejasnych dla niego powodów - finał Pucharu Polski został właśnie tam rozegrany.
Policja zamierza wszcząć postępowanie w sprawie bijatyki na stadionie w Bydgoszczy. Będzie ono dotyczyło organizatorów meczu, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na stadionie.
Na wczorajszym meczu pojawił się lider pseudokibiców Legii Piotr S. o pseudonimie "Staruch". Komendant Główny Policji zażądał od szefa stołecznej policji wyjaśnień w sprawie okoliczności jego wpuszczenia na wczorajszy mecz. Stołeczny naczelnik Wydziału do spraw Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców nadkomisarz Radosław Ściborek prosił w piśmie do PZPN o wpuszczenie "Starucha" na finał Pucharu Polski.
Rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski wyjaśnia, że pismo warszawskiego policjanta zostało wysłane po kontakcie z kibicami Legii. Wskazali oni, że "Staruch" jest objęty zakazem wstępu na mecze Ekstraklasy, a nie na wszystkie imprezy masowe i powinien zostać wpuszczony na bydgoski stadion. Sokołowski podkreśla, że naczelnik ze stołecznej komendy w piśmie zrelacjonował fakty, ale poszedł jednak o krok za daleko prosząc o sprzedanie biletu temu kibicowi. Sokołowski podkreśla, że niewłaściwe było ostatnie zdanie w piśmie nadkomisarza Ściborka, w którym prosił PZPN o umożliwienie sprzedaży biletu "Staruchowi" na ten mecz.
Sokołowski zaznacza, że w tej chwili policja dopiero analizuje nagrania z przebiegu zajść na stadionie w Bydgoszczy i nie może powiedzieć, czy "Staruch" złamał jakieś przepisy. Na zdjęciach prasowych kibic ten po meczu trzymał w rękach trofeum zdobyte przez "Legię". Nie wiadomo jednak, czy wtargnął na płytę boiska i czy brał udział w zamieszkach.
Były dowódca jednostek antyterrorystycznych, Jerzy Dziewulski, uważa, że to chuligani decydują o bezpieczeństwie na stadionach. Były antyterrorysta powiedział Polskiemu Radiu, że awantury te były demonstracją siły stadionowych bandytów, którzy pokazali strukturom państwa, PZPN-owi i UEFA, "kto tu rządzi". Dziewulski ocenił że podczas Euro 2012 polscy bandyci mogą prowokować zagranicznych kibiców, na przykład Anglików czy Serbów.
Natomiast były dowódca GROM generał Roman Polko ocenia, że PZPN nie może mieć pretensji do policji za wczorajszą sytuację. "Trudno winić o zamieszki policję, która wskazywała, że stadion w Bydgoszczy nie nadaje się do tego typu rozgrywek" - uważa generał Polko. Dodaje, że z niejasnych dla niego powodów - finał Pucharu Polski został właśnie tam rozegrany.
Policja zamierza wszcząć postępowanie w sprawie bijatyki na stadionie w Bydgoszczy. Będzie ono dotyczyło organizatorów meczu, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na stadionie.

Radio Szczecin