Oświęcimska policja i prokuratura wyjaśniają okoliczności kradzieży w byłym obozie zagłady Auschwitz-Birkenau. Francuski turysta zabrał stamtąd dwa kilkucentymetrowe kawałki drutu kolczastego.
Nie wiadomo skąd dokładnie pochodził drut i czy można go uznać za element zabytkowy. Wszystko wskazuje jednak na to, że Francuz usłyszy w tej sprawie prokuratorskie zarzuty. Mężczyzna został zatrzymany na krakowskim lotnisku:
Turysta chciał lecieć z Krakowa do Warszawy. Podczas kontroli bezpieczeństwa w terminalu krajowym krakowskiego lotniska nietypowa zawartość jego bagażu wzbudziła podejrzenia. Na pytanie funkcjonariuszy lotniskowych służb o pochodzenie i przeznaczenie drutu Francuz z rozbrajającą szczerością odpowiedział, że ...zabrał go z byłego obozu zagłady Auschwitz. Dlaczego to zrobił - nie wiadomo. Pracownicy lotniska zawiadomili policję, a ta zabezpieczyła skradziony drut i zabrała Francuza na przesłuchanie, które odbyło się z pomocą tłumacza.
To nie pierwsza taka sprawa. Blisko rok temu dwaj nauczyciele z Kanady zabrali z Brzezinki dwie metalowe szpile, elementy torów kolejowych. Sąd umorzył postępowanie w tej sprawie, bo nie dopatrzył się przestępstwa, a oświęcimska prokuratura ma się tą sprawą zająć ponownie. Taka decyzja zapadła po interwencji prokuratora generalnego.
Do najgłośniejszej kradzieży doszło w grudniu 2010 roku, gdy znad obozowej bramy zniknął zabytkowy napis "Arbeit macht frei". Napis udało się odzyskać, ale Bartosz Bartyzel z biura prasowego Muzeum Auschwitz przyznaje, że teren Muzeum Auschitz jest bardzo trudny do pilnowania. Liczy sobie ponad 200 hektarów i ponad 150 budynków, a rocznie odwiedza go ponad milion osób. Po kradzieży napisu władze muzeum przygotowały nowy, lepszy plan zabezpieczenia terenu, już jednak wiadomo, że może on kosztować nawet 14 milionów złotych, nie wiadomo natomiast, czy znajdą się na to pieniądze.
Turysta chciał lecieć z Krakowa do Warszawy. Podczas kontroli bezpieczeństwa w terminalu krajowym krakowskiego lotniska nietypowa zawartość jego bagażu wzbudziła podejrzenia. Na pytanie funkcjonariuszy lotniskowych służb o pochodzenie i przeznaczenie drutu Francuz z rozbrajającą szczerością odpowiedział, że ...zabrał go z byłego obozu zagłady Auschwitz. Dlaczego to zrobił - nie wiadomo. Pracownicy lotniska zawiadomili policję, a ta zabezpieczyła skradziony drut i zabrała Francuza na przesłuchanie, które odbyło się z pomocą tłumacza.
To nie pierwsza taka sprawa. Blisko rok temu dwaj nauczyciele z Kanady zabrali z Brzezinki dwie metalowe szpile, elementy torów kolejowych. Sąd umorzył postępowanie w tej sprawie, bo nie dopatrzył się przestępstwa, a oświęcimska prokuratura ma się tą sprawą zająć ponownie. Taka decyzja zapadła po interwencji prokuratora generalnego.
Do najgłośniejszej kradzieży doszło w grudniu 2010 roku, gdy znad obozowej bramy zniknął zabytkowy napis "Arbeit macht frei". Napis udało się odzyskać, ale Bartosz Bartyzel z biura prasowego Muzeum Auschwitz przyznaje, że teren Muzeum Auschitz jest bardzo trudny do pilnowania. Liczy sobie ponad 200 hektarów i ponad 150 budynków, a rocznie odwiedza go ponad milion osób. Po kradzieży napisu władze muzeum przygotowały nowy, lepszy plan zabezpieczenia terenu, już jednak wiadomo, że może on kosztować nawet 14 milionów złotych, nie wiadomo natomiast, czy znajdą się na to pieniądze.

Radio Szczecin