We Francji działa kilkuset członków skrajnej prawicy. Kontrolowanie ich aktywności jest dzisiaj komentowane nad Sekwaną w związku z tragedią w Norwegii.
We francuskim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych istnieje specjalna komórka, której zadaniem jest śledzenie kroków działaczy skrajnej prawicy i lewicy. Specjalizuje się w tym około stu funkcjonariuszy wywiadu wewnętrznego.
Poza Paryżem i regionem stołecznym ich zainteresowanie skupia się przede wszystkim na Tuluzie, która jest tradycyjnie bastionem lewackich ekstremistów, i na północno-wschodnich regionach kraju, przylegających do granicy z Belgią i Niemcami, gdzie sporą aktywność przejawiają ugrupowania skrajnie prawicowe. Najtrudniej jest przewidzieć zamachy, jak te zorganizowane przez Andersa Breivika, gdy ich sprawca działa sam.
Agenci wywiadu wewnętrznego prowadzą dokładną obserwację około 400 osób uznanych za niebezpieczne, przede wszystkim zwracając uwagę na ich podróże i kontakty zagraniczne oraz na działalność ekstremistów w internecie. W uzasadnionych przypadkach stosuje się podsłuch telefoniczny.
Poza Paryżem i regionem stołecznym ich zainteresowanie skupia się przede wszystkim na Tuluzie, która jest tradycyjnie bastionem lewackich ekstremistów, i na północno-wschodnich regionach kraju, przylegających do granicy z Belgią i Niemcami, gdzie sporą aktywność przejawiają ugrupowania skrajnie prawicowe. Najtrudniej jest przewidzieć zamachy, jak te zorganizowane przez Andersa Breivika, gdy ich sprawca działa sam.
Agenci wywiadu wewnętrznego prowadzą dokładną obserwację około 400 osób uznanych za niebezpieczne, przede wszystkim zwracając uwagę na ich podróże i kontakty zagraniczne oraz na działalność ekstremistów w internecie. W uzasadnionych przypadkach stosuje się podsłuch telefoniczny.

Radio Szczecin