Kilkumetrowy, drewniany krzyż po raz kolejny stanął na Krakowskim Przedmieściu.
Przed pałacem prezydenckim zebrało się kilka osób. Śpiewając i modląc się, domagali się postawienia pomnika, upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej. - Tu stoimy, bo mamy konkretną intencję. 3 sierpnia rok temu społeczeństwo zebrało się i nagle wyraziło swoją wolę. Obronimy krzyż smoleński przed agresją deportacji. Idziemy śladem tych, którzy zginęli 10 kwietnia. Nie chcemy, żeby ich krew była daremną - mówili obrońcy krzyża.
Demonstracja nie znalazła aprobaty wśród przechodniów, ale niektórzy poparli modlących się. - Słusznie stoją i niech stoją dalej. Bardzo się z tego cieszę. Traktuję to jako jakiś folklor. W każdym społeczeństwie są pewne grupy ekstremalne. Mają prawo wyrażać to, co myślą. Napawa mnie optymizmem fakt, że jest to tak mało liczna grupa - mówili przechodnie.
Rok temu, 3 sierpnia, krzyż postawiony przez harcerzy pod pałacem prezydenckim miał zostać przeniesiony w uroczystej procesji do kościoła św. Anny.
Demonstracja nie znalazła aprobaty wśród przechodniów, ale niektórzy poparli modlących się. - Słusznie stoją i niech stoją dalej. Bardzo się z tego cieszę. Traktuję to jako jakiś folklor. W każdym społeczeństwie są pewne grupy ekstremalne. Mają prawo wyrażać to, co myślą. Napawa mnie optymizmem fakt, że jest to tak mało liczna grupa - mówili przechodnie.
Rok temu, 3 sierpnia, krzyż postawiony przez harcerzy pod pałacem prezydenckim miał zostać przeniesiony w uroczystej procesji do kościoła św. Anny.

Radio Szczecin