Strzelają do zwierząt z wiatrówek, śrutówek albo procy. Średnio dwa takie przypadki w miesiącu ma tylko jedna szczecińska lecznica.
Zwykle sprawcy celują do psów i kotów, a czasem także ptaków - mówi weterynarz Leonard Gugała. Kilka dni temu operował postrzelonego yorka. - Postrzał był co prawda w jamę brzuszną, ale śrut przeszedł przez wątrobę, przeponę, płuco i utkwił w żyle płucnej. Cudem udało się go uratować - opowiada Gugała.
Takich przypadków jest więcej. Do lecznicy zwykle jednak trafiają tylko te zwierzaki, które mają właścicieli. - Chodzi o zwierzęta, które wychodzą samodzielnie lub przebywają w ogrodzie i komuś to przeszkadza. Albo jest to cel, do którego można próbować strzelać z bloku czy mieszkania - komentuje weterynarz.
Miesiąc temu nieznany sprawca postrzelił kotkę pani Kasi ze Szczecina. Ranne zwierzę znalazła córka właścicielki. - Kotek wyszedł sobie na spacer i został postrzelony z wiatrówki. W łapie utknął śrut, który roztrzaskał kotce kość na trzy części. Póki co jest po operacji i wraca do formy.
Zwykle sprawcami są amatorzy wiatrówek - mówi weterynarz Leonard Gugała. - Raczej wszystko to są śruty, różnego rodzaju i kolorów. Raczej nie jest to broń myśliwska.
Właścicielka postrzelonej kotki "Nutki" zawiadomiła policję. - Panowie przyjechali i rozmawiali z sąsiadami. Problem w tym, że kot został postrzelony z wiatrówki, jest to broń, która nie wymaga rejestracji. Trudno jest dotrzeć do właściciela.
Wiatrówkę można w Polsce kupić bez zezwolenia. Jak dowiedzieliśmy się w biurze prasowym komendy wojewódzkiej, policja nie prowadzi statystyki zgłoszeń o postrzeleniu zwierząt.
Za znęcanie się nad zwierzętami grozi do dwóch lat więzienia, za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem - nawet trzy lata.
Dwa tygodnie temu w Olsztynku ktoś zastrzelił z wiatrówki dwuletniego foksteriera. Właściciel Pako opublikował w sieci apel o pomoc w ujęciu sprawcy. Historia psa poruszyła internautów, udostępnili post 30 tysięcy razy.
Takich przypadków jest więcej. Do lecznicy zwykle jednak trafiają tylko te zwierzaki, które mają właścicieli. - Chodzi o zwierzęta, które wychodzą samodzielnie lub przebywają w ogrodzie i komuś to przeszkadza. Albo jest to cel, do którego można próbować strzelać z bloku czy mieszkania - komentuje weterynarz.
Miesiąc temu nieznany sprawca postrzelił kotkę pani Kasi ze Szczecina. Ranne zwierzę znalazła córka właścicielki. - Kotek wyszedł sobie na spacer i został postrzelony z wiatrówki. W łapie utknął śrut, który roztrzaskał kotce kość na trzy części. Póki co jest po operacji i wraca do formy.
Zwykle sprawcami są amatorzy wiatrówek - mówi weterynarz Leonard Gugała. - Raczej wszystko to są śruty, różnego rodzaju i kolorów. Raczej nie jest to broń myśliwska.
Właścicielka postrzelonej kotki "Nutki" zawiadomiła policję. - Panowie przyjechali i rozmawiali z sąsiadami. Problem w tym, że kot został postrzelony z wiatrówki, jest to broń, która nie wymaga rejestracji. Trudno jest dotrzeć do właściciela.
Wiatrówkę można w Polsce kupić bez zezwolenia. Jak dowiedzieliśmy się w biurze prasowym komendy wojewódzkiej, policja nie prowadzi statystyki zgłoszeń o postrzeleniu zwierząt.
Za znęcanie się nad zwierzętami grozi do dwóch lat więzienia, za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem - nawet trzy lata.
Dwa tygodnie temu w Olsztynku ktoś zastrzelił z wiatrówki dwuletniego foksteriera. Właściciel Pako opublikował w sieci apel o pomoc w ujęciu sprawcy. Historia psa poruszyła internautów, udostępnili post 30 tysięcy razy.

Radio Szczecin
