Popierany przez Platformę Obywatelską kandydat do Senatu Grzegorz Napieralski, komentuje poranną kolizje samochodu po dach wypełnionego ulotkami, długopisami i cukierkami z jego podobizną.
- Nie mam żadnej wiedzy, nikomu nic nie zlecałem, aby nad ranem, czy też późnym wieczorem wozić jakieś moje materiały. Sam czekam na wyjaśnienia i sam czekam na rozwój tej sytuacji. Wysłałem na miejsce swojego przedstawiciela, żeby zorientować się co tak naprawdę się wydarzyło. Moim zdaniem ktoś po prostu z wolontariuszy, może ktoś inny wziął ten samochód bez żadnych uprawnień, bez żadnych zgód, samowolnie - tłumaczył Napieralski.
Jak dodaje poseł, sam nie ma nic wspólnego z tą sprawą, a samochód należy do jego kolegi.
- Ta sprawa po prostu mnie nie dotyczy, trudno wiązać ją ze mną. W wielu miejscach i w wielu samochodach u różnych moich znajomych i wolontariuszy są moje materiały wyborcze. Trudno mi wprost odpowiadać za to, gdzie dany samochód jeździ. Mój kolega, wolontariusz, który mi pomaga, po prostu nie był w tym samochodzie i nie prowadził tego samochodu, użyczył go osobie innej. Nie znam tej osoby, nie wiem kto to był na tą chwilę - podkreślał Napieralski.
Mundurowi cały czas szukają kierowcy pojazdu, na miejscu policyjni technicy zabezpieczyli materiał dowodowy.

Radio Szczecin