Część kandydatów chce dostać się na studia, by uzyskać studenckie przywileje. Władze uczelni tłumaczą, że nie mogą z góry zakładać złej woli chętnych.
Bartosz ukończył już studia inżynierskie, ale zapisał się teraz na jeden z kierunków na Uniwersytecie Szczecińskim. Nie miał problemów z przyjęciem. Zaliczenia semestru nie przewiduje, ale zanim znajdzie pracę, chce otrzymywać emeryturę po zmarłym ojcu.
- Przez parę lat przyzwyczaiłem się do tych pieniędzy. To nie była duża kwota, ale zawsze się przyda - mówi Bartosz. - To nie jest mój pomysł. Doradzili mi koledzy, którzy kombinują jak mogą.
W ubiegłym roku akademickim po pierwszym semestrze studiów na Uniwersytecie Szczecińskim skreślono około 500 osób. Podobnie było na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym. Nie wiadomo, ilu z nich zapisało się po korzyści, a ilu po wykształcenie i odpadli, bo nie zaliczyli sesji. Statystyki ich nie rozróżniają, ale uczelnie mają świadomość, że część osób właśnie tak podchodzi do studiowania.
- Człowiek wykorzystuje każdą możliwość, którą daje mu prawo. Uczelnie nie są od tego, by być organem ścigania i jeszcze prowadzić dochodzenie, czy student rozpoczyna naukę, by zdobyć wiedzę i stopień, czy tylko liczy na uzyskanie nowych dochodów. My musimy kandydata przyjąć zgodnie z regułami rekrutacji - tłumaczy prorektor ZUT Jacek Wróbel.
Studentom za okres studiów przysługują np. niższe ceny w akademikach i zniżki na transport publiczny. Z kolei uczelnia za każdego studenta otrzymuje dotacje z ministerstwa.
- Przez parę lat przyzwyczaiłem się do tych pieniędzy. To nie była duża kwota, ale zawsze się przyda - mówi Bartosz. - To nie jest mój pomysł. Doradzili mi koledzy, którzy kombinują jak mogą.
W ubiegłym roku akademickim po pierwszym semestrze studiów na Uniwersytecie Szczecińskim skreślono około 500 osób. Podobnie było na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym. Nie wiadomo, ilu z nich zapisało się po korzyści, a ilu po wykształcenie i odpadli, bo nie zaliczyli sesji. Statystyki ich nie rozróżniają, ale uczelnie mają świadomość, że część osób właśnie tak podchodzi do studiowania.
- Człowiek wykorzystuje każdą możliwość, którą daje mu prawo. Uczelnie nie są od tego, by być organem ścigania i jeszcze prowadzić dochodzenie, czy student rozpoczyna naukę, by zdobyć wiedzę i stopień, czy tylko liczy na uzyskanie nowych dochodów. My musimy kandydata przyjąć zgodnie z regułami rekrutacji - tłumaczy prorektor ZUT Jacek Wróbel.
Studentom za okres studiów przysługują np. niższe ceny w akademikach i zniżki na transport publiczny. Z kolei uczelnia za każdego studenta otrzymuje dotacje z ministerstwa.

Radio Szczecin