Nauczyciel języka polskiego i pracownik Zakładów Chemicznych z Polic spełnili swoje marzenia i zdobyli Mont Blanc.
To wyczyn, gdyż obaj na co dzień nie zajmują się wspinaczką, a ich największym osiągnięciem do tej pory było pięcie się po polskich górach.
- Najwyższy szczyt w Europie zaskoczył ich przede wszystkim tym, że nie da się przewidzieć reakcji organizmu na takiej wysokości - opowiada Zbigniew Wojciechowicz. - Uświadomiłem sobie, że muszę wracać, kiedy doszło do mojej świadomości, że nie pamiętam dwóch ostatnich godzin swojego szlaku. Pamiętam tylko, że dusiłem się w kominiarce. Nie mogłem złapać powietrza, szarpałem się z nią koszmarnie. Takie są prawa gór. Ktoś kto nie przeżył choroby wysokościowej, to nie wie, że nie można sobie z tym po prostu poradzić. To są mroczki, majaki, nudności, zawroty głowy.
Przygotowania do wyprawy trwały 1,5 roku i były bardzo intensywne. Jak podkreśla Artur Szałagan nawet one nie zapewnią pełni bezpieczeństwa. - Musiałem wprowadzić sobie cykl kroków. W moim przypadku to było 15 parokroków na krótką przerwę dwóch, trzech oddechów. Bez wprowadzenia tego elementu organizm domagał się tlenu. Zaczęło kłuć w klatce, zaczęły być duszności. Zawartość tlenu wynosiła 60 procent zawartości, jaka panuje na poziomie morza. Zaczęło tego organizmowi po prostu brakować - tłumaczy Szałagan.
Mont Blanc to najwyższy szczyt w Europie o wysokości 4810 m n.p.m. Rocznie zdobywa go ok. 20 tysięcy osób, jednak niestety, nie wszyscy mają takie szczęście, gdyż setka ludzi już stamtąd nie wraca. W czwartek media poinformowały o tragicznej śmierci Polki, która kilka dni wcześniej zginęła w tym miejscu wraz z dwójką towarzyszy przez lawinę.
- Najwyższy szczyt w Europie zaskoczył ich przede wszystkim tym, że nie da się przewidzieć reakcji organizmu na takiej wysokości - opowiada Zbigniew Wojciechowicz. - Uświadomiłem sobie, że muszę wracać, kiedy doszło do mojej świadomości, że nie pamiętam dwóch ostatnich godzin swojego szlaku. Pamiętam tylko, że dusiłem się w kominiarce. Nie mogłem złapać powietrza, szarpałem się z nią koszmarnie. Takie są prawa gór. Ktoś kto nie przeżył choroby wysokościowej, to nie wie, że nie można sobie z tym po prostu poradzić. To są mroczki, majaki, nudności, zawroty głowy.
Przygotowania do wyprawy trwały 1,5 roku i były bardzo intensywne. Jak podkreśla Artur Szałagan nawet one nie zapewnią pełni bezpieczeństwa. - Musiałem wprowadzić sobie cykl kroków. W moim przypadku to było 15 parokroków na krótką przerwę dwóch, trzech oddechów. Bez wprowadzenia tego elementu organizm domagał się tlenu. Zaczęło kłuć w klatce, zaczęły być duszności. Zawartość tlenu wynosiła 60 procent zawartości, jaka panuje na poziomie morza. Zaczęło tego organizmowi po prostu brakować - tłumaczy Szałagan.
Mont Blanc to najwyższy szczyt w Europie o wysokości 4810 m n.p.m. Rocznie zdobywa go ok. 20 tysięcy osób, jednak niestety, nie wszyscy mają takie szczęście, gdyż setka ludzi już stamtąd nie wraca. W czwartek media poinformowały o tragicznej śmierci Polki, która kilka dni wcześniej zginęła w tym miejscu wraz z dwójką towarzyszy przez lawinę.

Radio Szczecin