Uratował przechodnia, który na ulicy dostał zawału. W środę podziękował mu za to, między innymi marszałek województwa zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz i dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie.
Do zdarzenia doszło w sierpniu w Myśliborzu. 74-letni pan Jan Sawicki dostał zawału, stracił przytomność i upadł. Na pomoc ruszył mu Artur Mirończyk, strażak z pięcioletnim doświadczeniem, który udzielania pierwszej pomocy nauczył się podczas kursu. Reanimował pana Jana, do przyjazdu karetki.
- Po prostu byłem przestraszony, nie wiedziałem co mam zrobić, aczkolwiek miałem świadomość, że pomoc jest w drodze, więc rozpocząłem resuscytację. Później, w momencie przejęcia przez panów z pogotowia było prościej, zeszło to ze mnie - opowiada Mirończyk.
Pan Jan Sawicki niewiele pamięta z tego, co się wtedy działo. Wie, że udało się uratować jego życie, dzięki odwadze i szkoleniu, jakie przeszedł pan Artur.
- Tu się okazuje, że trzeba to robić. Nawet, jeśli jeden człowiek wprowadzi w czyn swoje umiejętności, to już jest bardzo dużo. Okazuje się, że nie wolno szczędzić pieniędzy na to, żeby szkolić tych ludzi, bo nie wiadomo, kiedy i co kogo spotka - wspomina Sawicki.
Pan Jan trafił do szpitala w Gorzowie, gdzie doszedł do siebie. Jest już w pełni zdrowy.
- Po prostu byłem przestraszony, nie wiedziałem co mam zrobić, aczkolwiek miałem świadomość, że pomoc jest w drodze, więc rozpocząłem resuscytację. Później, w momencie przejęcia przez panów z pogotowia było prościej, zeszło to ze mnie - opowiada Mirończyk.
Pan Jan Sawicki niewiele pamięta z tego, co się wtedy działo. Wie, że udało się uratować jego życie, dzięki odwadze i szkoleniu, jakie przeszedł pan Artur.
- Tu się okazuje, że trzeba to robić. Nawet, jeśli jeden człowiek wprowadzi w czyn swoje umiejętności, to już jest bardzo dużo. Okazuje się, że nie wolno szczędzić pieniędzy na to, żeby szkolić tych ludzi, bo nie wiadomo, kiedy i co kogo spotka - wspomina Sawicki.
Pan Jan trafił do szpitala w Gorzowie, gdzie doszedł do siebie. Jest już w pełni zdrowy.
- Później, w momencie przejęcia przez panów z pogotowia było prościej, zeszło to ze mnie - opowiada Mirończyk.

Radio Szczecin