Sprawny dowóz zwierząt do lecznicy - to nadal jedna z wielu bolączek Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Szczecinie.
Obecnie do dyspozycji pracowników jest tylko jeden samochód. Służy on głównie w nagłych przypadkach, jak i w trakcie interwencji. Dlatego na wagę złota są wolontariusze. Przede wszystkim ci, którzy posiadają własny samochód i dysponują wolnym czasem.
Zwłaszcza w dni powszednie, w godzinach od 9.00 do 16.00 - mówi insp. Marlena Sobczak ze szczecińskiego TOZ-u.
- My jako pracownicy jeździmy na interwencje, a nasi technicy, którzy są zatrudnieni żeby opiekować się kotami wolno żyjącymi, które przebywają na szpitalu, jeżdżą z tymi kotami do gabinetów. Minimum raz dziennie trzeba wyjechać do jakiegoś weterynarza. Współpracujemy obecnie z czterema klinikami, więc w każde to miejsce trzeba dowieść zwierzęta, poczekać na technika żeby przeszli przez lecznicę, zrobili badania - mówi Sobczak.
Cały czas trwają również poszukiwania weterynarza, który usprawniłby pracę szczecińskiego TOZ-u - w tym ograniczył czasochłonne dojazdy. Placówka ma obecnie pod opieką dziewięć psów i ponad 60 kotów.
Zwłaszcza w dni powszednie, w godzinach od 9.00 do 16.00 - mówi insp. Marlena Sobczak ze szczecińskiego TOZ-u.
- My jako pracownicy jeździmy na interwencje, a nasi technicy, którzy są zatrudnieni żeby opiekować się kotami wolno żyjącymi, które przebywają na szpitalu, jeżdżą z tymi kotami do gabinetów. Minimum raz dziennie trzeba wyjechać do jakiegoś weterynarza. Współpracujemy obecnie z czterema klinikami, więc w każde to miejsce trzeba dowieść zwierzęta, poczekać na technika żeby przeszli przez lecznicę, zrobili badania - mówi Sobczak.
Cały czas trwają również poszukiwania weterynarza, który usprawniłby pracę szczecińskiego TOZ-u - w tym ograniczył czasochłonne dojazdy. Placówka ma obecnie pod opieką dziewięć psów i ponad 60 kotów.

Radio Szczecin