W przyszłym tygodniu rozpoczną się poszukiwania mogiły ofiar Rzezi Wołyńskiej w Ugłach w Ukrainie. To drugie w historii prace, na które zgodę wyraziła strona ukraińska.
Naukowcy z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie jadą do obwodu rówieńskiego, by odszukać miejsce spoczynku ofiar ukraińskich nacjonalistów. W 1943 roku we wsi Ugły zamordowanych zostało kilkudziesięciu Polaków.
Jak mówi kierujący pracami profesor Andrzej Ossowski, poszukiwania na Wołyniu są bardzo trudne.
- Dzisiaj już świadków nie ma, to jest pierwszy problem. Drugi problem polega na tym, że nawet jeśli świadkowie przekazali te informacje, nawet jeżeli one były całkiem precyzyjne, to dzisiaj tych miejscowości w większości po prostu nie ma. Nie ma tych punktów charakterystycznych, do których mogliśmy się odnieść. Przykład Puźnik pokazuje to idealnie. Miejscowość około 200 gospodarstw, dzisiaj nie ma po niej śladu, nie ma nawet dróg. Odniesienie się dzisiaj do informacji przekazywanej przez świadka jest bardzo trudne - tłumaczy Ossowski.
Poszukiwania komplikuje też tocząca się w Ukrainie wojna. To uniemożliwia sięgnięcie chociażby po dane satelitarne, które znacząco ułatwiłyby prowadzenie prac.
Jak mówi kierujący pracami profesor Andrzej Ossowski, poszukiwania na Wołyniu są bardzo trudne.
- Dzisiaj już świadków nie ma, to jest pierwszy problem. Drugi problem polega na tym, że nawet jeśli świadkowie przekazali te informacje, nawet jeżeli one były całkiem precyzyjne, to dzisiaj tych miejscowości w większości po prostu nie ma. Nie ma tych punktów charakterystycznych, do których mogliśmy się odnieść. Przykład Puźnik pokazuje to idealnie. Miejscowość około 200 gospodarstw, dzisiaj nie ma po niej śladu, nie ma nawet dróg. Odniesienie się dzisiaj do informacji przekazywanej przez świadka jest bardzo trudne - tłumaczy Ossowski.
Poszukiwania komplikuje też tocząca się w Ukrainie wojna. To uniemożliwia sięgnięcie chociażby po dane satelitarne, które znacząco ułatwiłyby prowadzenie prac.
Edycja tekstu: Natalia Chodań

Radio Szczecin