Maja Chwalińska wystąpi w finale wielkoszlemowego turnieju tenisowego Rolanda Garrosa w Paryżu. W decydującym pojedynku rywalką Polki, która do turnieju głównego dostała się z kwalifikacji, będzie Rosjanka Mirra Andriejewa.
Ja, mimo wszystko oczywiście, nie tylko trzymam kciuki, ale stawiam, że ten Mai tenis i umiejętności, ta technika i to zmienianie rytmu da efekt i będziemy się cieszyć z kolejnej zwyciężczyni, polskiej zwyciężczyni Rolanda Garrosa - mówi Bobala.
Zdaniem trenerów, zawodniczka z Dąbrowy Górniczej ma duże szanse na sukces. Tomasz Olszewski z poznańskiego AZS-u zwraca uwagę, że Polka już osiągnęła ogromny sukces i pod dużą presją będzie występowała jej rywalka.
- Maja nie musi już nic nikomu udowadniać i ona może, nie musi, presja jest całkowicie po stronie jej oponentki. To jest naprawdę komfortowa sytuacja dla Mai. Niemniej jednak nie pompujmy tego balonika, ona przeszła całą eliminację i ma najwięcej tych meczów w nogach - mówi Olszewski.
Akademicki trener z Uniwersytetu Jagiellońskiego Marcin Wróbel też trzyma kciuki za Polkę, choć przyznaje, że był zaskoczony, że Maja Chwalińska dotarła aż do finału. - Jest pewne zaskoczenie, ale duża radość, że jest kolejna zawodniczka taka dobra, która też w jakimś stopniu odciąża Igę z presji - przyznaje Wróbel.
Z jednej strony introwertyczka, która świetnie umie skupić się wyłącznie na grze, z drugiej bardzo otwarta, sympatyczna i skromna dziewczyna lubiąca sushi i klocki Lego - tak o Mai Chwalińskiej mówią koledzy z jej macierzystego klubu tenisowego w Bielsku-Białej. Zawodniczce kibicuje mocno trener klubowy, były sparingpartner Szymon Bandura, który wierzy, że Maja złapała wiatr w żagle i rozpoczyna wielką karierę.
- Miała jakieś tam swoje trudne chwile, ale teraz myślę, że zyskała niesamowitą pewność siebie i to na korcie widać. Odzyskała wiarę w to, że jest w stanie rywalizować z najlepszymi zawodniczkami na świecie. Teraz na kortach Rolanda Garrosa możemy znowu obserwować dziewczynę bardzo szczęśliwą, radosną z tego, co robi na korcie i właśnie dlatego teraz może znowu osiągać te sukcesy - uważa Bandura.
Polscy kibice zjechali do Paryża, by wspierać Maję. Wielu zdecydowało się na przyjazd w ostatniej chwili, gdy Polka zaczęła zbliżać się do finału. Inni natomiast kupili bilety znacznie wcześniej, choć nie spodziewali się takiego rozwoju wydarzeń.
- Wyjazd do Francji planowaliśmy dużo wcześniej, bo my tutaj przyjechaliśmy kamperem z Sopotu, z Pomorza. Planowany urlop, choć był nad Morzem Śródziemnym. Stwierdziliśmy, że zmieniamy kierunek i jak się uda jeszcze nabyć bilety, no to fajnie będzie. - O szóstej wystartowaliśmy z Gdańska. Przylecieliśmy tu specjalnie dla tej dziewczyny, dla polskiego tenisa. - Trochę spontanicznie się tu znaleźliśmy na tych kortach, bo mieliśmy pójść tylko na otwarte z dziećmi, ale wydarzyło się, co się wydarzyło, więc udało nam się kupić bilety na mecz - mówią kibice.
Występ Mai będą wspólnie oglądać w strefie kibica mieszkańcy Dąbrowy Górniczej, z której pochodzi zawodniczka. - Mecz półfinałowy okazał się hitem nie tylko sportowym, ale i frekwencyjnym - tłumaczy rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego, Bartosz Matylewicz. - Przede wszystkim duma z tego, co osiągnęła Maja Chwalińska i bardzo mocno liczymy, że w trakcie finału emocje będą podobne i mecz zakończy się podobnym wynikiem. Przede wszystkim oznacza to dumę, ale także pokazuje, że miasto od samego początku stara się stwarzać możliwości rozwoju najmłodszych sportowców. Maja swoją przygodę z tenisem zaczynała w ramach sportowej Talentiady i tak na dąbrowskich kortach, krok po kroku, budowała swoje doświadczenie.
Roland Garros zmienił życie Mai Chwalińskiej. Choć finał turnieju jeszcze przed polską tenisistką, już wiadomo, że jej wyjątkowe osiągnięcia w Paryżu wiele zmienią w jej karierze - zarówno pod względem finansowym jak i sportowym.
- Mamy problem z zapłaceniem za hotel - sytuacja, o której Polka mówiła na początku turnieju raczej szybko się nie powtórzy. Podobnie jak fakt, że w trakcie zawodów występowała w strojach różnych producentów. - Nie mam sponsora, taka to historia - mówiła dziennikarzom.
Dzięki awansowi do finału, Chwalińska ma już zagwarantowaną nagrodę w wysokości 1,4 mln euro. Oznacza to, że w niespełna trzy tygodnie zarobiła więcej niż przez całą dotychczasową zawodową karierę. Premia może być jednak jeszcze wyższa. Jeśli Polka wygra finał, otrzyma 2,8 mln euro. Równie imponujący będzie jej awans w światowym rankingu. Na początku turnieju Chwalińska zajmowała 114. miejsce w zestawieniu WTA. Już sam awans do finału sprawi, że przesunie się o 100 pozycji. W przypadku zwycięstwa może natomiast znaleźć się w czołowej dziesiątce światowego rankingu.
Finałowy pojedynek singla kobiet Rolanda Garrosa Mai Chwalińskiej z Rosjanką Mirrą Andriejewą rozpocznie się o godzinie 15 w Paryżu.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski
Faworytką bukmacherów jest rozstawiona z numerem ósmym we French Open Rosjanka, ale Krzysztof Bobala - dyrektor tenisowego turnieju mężczyzn Invest in Szczecin Open - stawia na sukces Mai Chwalińskiej.
Występ Mai będą wspólnie oglądać w strefie kibica mieszkańcy Dąbrowy Górniczej, z której pochodzi zawodniczka. - Mecz półfinałowy okazał się hitem nie tylko sportowym, ale i frekwencyjnym - tłumaczy rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego, Bartosz Matylewicz.
Zawodniczce kibicuje mocno trener klubowy, były sparingpartner Szymon Bandura, który wierzy, że Maja złapała wiatr w żagle i rozpoczyna wielką karierę.
Polscy kibice zjechali do Paryża, by wspierać Maję. Wielu zdecydowało się na przyjazd w ostatniej chwili, gdy Polka zaczęła zbliżać się do finału. Inni natomiast kupili bilety znacznie wcześniej, choć nie spodziewali się takiego rozwoju wydarzeń.

Radio Szczecin