Giermasz
Radio SzczecinRadio Szczecin » Giermasz
Forza Horizon 6
Forza Horizon 6
Giermasz #702 - nadrabiamy zaległości na 8000 lat do przodu
W tym odcinku Giermaszu – powrót starego cyklu do audycji, spróbujemy odmienić krainę Albionu, zanurzymy się w świat walki motocyklowych gangów a także powiemy dlaczego leakowanie nie popłaca i może grozić karą na kilkaset pokoleń w przód.

Każdy z nas ma listę gier do ogrania na później. U nas w Giermaszu przez natłok recenzji, które dla was przygotowujemy sprawia, że często te gry spadają na dalszy plan. Czasem jednak trzeba zagrać w coś, co jest starsze i niekoniecznie nadaje się do recenzji. Powracamy więc z cyklem o wymownej nazwie „Kupka wstydu”, a pierwszym tytułem zdjętej z niej będzie Balatro, czyli poker na sterydach, w którego zagrał Kacper Narodzonek.

Fable to jedna z najbardziej lubianych serii gier RPG w historii, która na komputerach graczy jest od ponad 20 lat. Wykonywanie zadań dla gildii, szukanie zemsty, w końcu misja postawienia do pionu Albionu – to wszystko w połączeniu z uwielbianą przez graczy mechaniką pozwoliło na sukces Fable: The Lost Chapters, który przypomni Patryk Srokowski.

Zostajemy tymczasowym hersztem motocyklowego gangu po tym, jak główny szef trafia do więzienia. To niezwykle łatwe zadanie zarządzania kilkudziesięcioma facetami staje się jeszcze trudniejsze, kiedy sąsiedni gang cię atakuje, a wcześniej wymieniony wcześniejszy szef wychodzi z aresztu. Na kolejną podróż po Liberty City w GTA IV: The Lost and Damned zabiera nas Michał Król.

W ostatnim czasie doszło do gigantycznej wpadki, gdzie na nieco ponad tydzień przed premierą wyciekła najnowsza Forza Horizon. Jeden z twórców pokazał w internecie tytuł, po czym spotkały go niespotykane do tej pory konsekwencje. Ban jest zrozumiały, diabeł jednak tkwi w szczegółach.
Szukasz recenzji konkretnej gry? Mamy ich PONAD 1500. Dlatego polecamy nasz Spis Recenzji, gdzie szybko i łatwo znajdziesz interesujący Cię tekst i dźwięk. W nawiasie kwadratowym przy tytule informujemy, na jakiej platformie testowaliśmy grę.
Balatro
Balatro
Historia pokera jako gry karcianej spowita jest lekką tajemnicą. Nie wiadomo, gdzie i kiedy na pewno powstały pierwsze odmiany tej popularnej gry, po raz pierwszy została opisana w XIX wieku, pierwszy podręcznik powstał na początku XX wieku, a wśród hipotez jest nawet taka, że grę wymyślili Chińczycy nawet 1000 lat przed tymi tekstami. Obecnie w największej imprezie pokerowej na świecie, World Series of Poker bierze udział setki tysięcy graczy, natomiast twórca gry, o której zaraz wam powiem, myślał, że sprzeda około dziesięć kopi. Jak pewnie się domyślacie – srogo się pomylił.
Saros
Saros
Pociski - wszędzie widzę pociski... Ekran upstrzony kolorowymi ładunkami, wydaje się, że nie ma szans na uniknięcie obrażeń, bo wrogów jest zazwyczaj dużo, są agresywni i mobilni. A jednak: skacząc, używając zrywu, odpalając tarcze, przygotowując doładowane strzały, zmieniając tryby broni w locie, z oczami dookoła głowy, manewrujesz Drogi Graczu pośród tego pozornego chaosu, aby... zginąć i rozpocząć od nowa. Z uśmiechem na ustach, bo Saros, kolejna gra z gatunku "bullet hell" wywołuje nieodparty syndrom "jeszcze tylko jednej rundki". Rozgrywka w Saros jest bardzo intensywna, i dla fanów strzelanek wspaniale uzależniająca. Do tego, najnowsza produkcja fińskiego studia Housemarque wygląda "jak milion dolarów".

Grę otrzymaliśmy za pośrednictwem Publicis Group.
Wax Heads
Wax Heads
Nie wiem jak wy, ale ja nieraz fantazjuję o własnej księgarni albo sklepie papierniczym. Ah, obcować z prawdziwym papierem, z książkami, z ręcznie robionymi notesami, zmyślnymi przyborami, a do tego móc podzielić się wiedzą i pasją o tym co akurat stoi na półce.  Ostatnio wracam też do analogowej muzyki, zbieram płyty CD i zachowuję kasety. Z jakiegoś jednak powodu do moich sklepowych fantazji sprzedawanie muzyki nie dołączyło. Do teraz, bo Wax Heads sprawiło, że do mojej wyobrażonej księgarni na pewno wstawiłabym półkę z muzyką.

Grę otrzymaliśmy za pośrednictwem serwisu Game Press.
Alaska Gold Fever
Alaska Gold Fever
Wyobraź sobie miejsce, gdzie nic nie przychodzi łatwo. Ziemia jest twarda, ręce marzną, a każdy ruch kosztuje więcej, niż myślisz. I gdzieś pod tym wszystkim jest złoto. To jest Alaska Gold Fever, gra od polskiego studia Baked Games, które możecie kojarzyć chociażby z Prison Simulator.

Grę otrzymaliśmy za pośrednictwem serwisu Game Press.
Hamster Playground
Hamster Playground
Rozmowa - Michał Azarewicz ze studia Mass Creation
Tym razem moim gościem był Michał Azarewicz ze studia Mass Creation. Porozmawialiśmy o ich początkach, endless runnerach, grze Corridor Z i powiązanej z nim nowelce wizualnej Date Z oraz oczywiście Shing!, które na rynku azjatyckim przeszło wizualną metamorfozę. Sporo czasu poświęciliśmy ich najnowszej grze Hamster Playground (tu karta Steam), która wyjdzie 11 lipca oraz wydawnictwu We Dig Games, którego Disco Samurai prezentuje się wyjątkowo ciekawie. Zapraszam, Michał Król.

"Przygotuj się na potężną dawkę słodkości, wytrwały trening i ostrą rywalizację, gdy razem ze swoim chomikiem staniecie do wyścigu w labiryncie oraz na deskorolce – kolejne tryby rozgrywki już wkrótce! Pierwsi przekroczcie linię mety by zdobyć nagrody i smakołyki!"

Fable: The Lost Chapters
Fable: The Lost Chapters
Stare, ale jare - Fable: The Lost Chapters (2005 r.)
Czasy szkolne i powrót do domu. Plecak rzucony gdzieś w kąt, z głowy wreszcie schodzą sprawdziany, zadania i całe to zamieszanie. Siadasz do komputera i wchodzisz do świata, w którym możesz być kimkolwiek. Kupić dom, wziąć ślub, zarabiać uczciwie albo kraść, być zbawcą Albionu albo jego największym koszmarem. I to wszystko w jednej niezwykłej opowieści. To jest Fable: The Lost Chapters.

Za tym tytułem stało brytyjskie Lionhead Studios. Ekipa, która chciała stworzyć RPG-a totalnego. Projekt, który zaczynał jako Project Ego. Ambicje były potężne. Świat miał reagować na każdy twój krok. Bohater miał starzeć się na twoich oczach, a decyzje miały zmieniać bieg historii. Twarzą tego wszystkiego był Peter Molyneux, człowiek, który potrafił sprzedać wizję tak piękną, że gracze wstrzymywali oddech. Finalnie gra wyszła bardziej przyziemna, mniej rewolucyjna niż obiecywano, ale coś z tej magii jednak zostało.

Albion to świat, który nie próbuje być śmiertelnie poważny. To raczej krzywa, nieco złośliwa baśń niż klasyczne, podniosłe fantasy. Jest lekko, momentami mrocznie, a często po prostu absurdalnie. I właśnie ten brytyjski miks buduje klimat, którego nie da się podrobić.
Najmocniej zapada w pamięć system dobra i zła, ale nie ten ukryty w tabelkach czy statystykach. On jest widoczny na twoim bohaterze. Pomagasz słabym, ludzie wiwatują na twój widok. Nad głową pojawia się świetlista aureola, a wokół latają motyle. Robisz złe rzeczy, z czoła wyrastają rogi, skóra blednie, a mieszkańcy uciekają w popłochu. Proste, czytelne i niesamowicie sugestywne.

Do tego dochodzi muzyka. Motywy, które budują nastrój od pierwszych sekund. Miejsca jak Dębowa Dolina, które zostają w pamięci na lata. Z jednej strony epicka historia o wielkim przeznaczeniu, z drugiej codzienność. Kupowanie mebli, jedzenie ciastek i kopanie kurczaków. Dziwne połączenie, może, ale jakże genialne.

Z perspektywy czasu widać oczywiście ograniczenia. Walka jest prosta, często aż za bardzo. Magia potrafi rozwiać większość starć, zanim przeciwnik w ogóle do nas podejdzie. Fabuła prowadzi nas po sznurku. To bardziej zamknięta opowieść niż pełna swoboda. A wybory, choć robią świetne pierwsze wrażenie, rzadko niosą za sobą głębokie konsekwencje dla świata.

Mimo to Fable zostało z nami na długo. Ponad 2 miliony sprzedanych egzemplarzy, wysokie oceny, branżowe nagrody i rzesza wiernych fanów. To nie była gra perfekcyjna, ale była to gra z duszą. Fable pokazało światu, że RPG nie musi być skomplikowane, by działało. Że świat gry może być miejscem, w którym po prostu chce się pobyć, niezależnie od głównego wątku. Wtedy to było świeże, dzisiaj to standard, który Fable pomogło wyznaczać.

Powrót do Albionu dzisiaj nadal ma sens. Trzeba tylko wejść tam z odpowiednim nastawieniem. To nie jest rozbudowany współczesny kolos na setki godzin. To krótka, prosta, momentami naiwna opowieść, ale wciąż potrafi wciągnąć tak samo jak w dniu premiery.
Fable: The Lost Chapters nie spełniło wszystkich obietnic swojego twórcy, ale zrobiło coś znacznie trudniejszego. Zostało w naszych sercach.