Karetka pogotowia ma obowiązkowo wyjeżdżać do każdego zgłoszenia, które dotyczy dziecka do 3. roku życia - tego chce Rzecznik Praw Dziecka. Według lekarzy i przedstawicieli pogotowia ratunkowego w Szczecinie, to absurd.
W opinii RPD, każde wezwanie pomocy do dziecka powinno być traktowane jako nagłe zagrożenie zdrowia, ponieważ stan najmłodszych pacjentów może w bardzo szybkim tempie się pogarszać. Takie postulaty rzecznik Marek Michalak zawarł w liście do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza.
- Nie zgadzamy się na to. Nasi dyspozytorzy za każdym razem przeprowadzają wywiad, który pozwala ocenić czy dziecko potrzebuje interwencji pogotowia, zaś zespoły ratunkowe wyjeżdżają do pacjentów w stanie zagrożenia zdrowia i życia - mówi Elżbieta Sochanowska, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie. - Natomiast wyjazd zespołu ratunkowego do przypadków, które nie wymagają natychmiastowej interwencji jest nieuzasadniony i może skończyć się tragicznie, jeżeli akurat w innym miejscu ktoś rzeczywiście będzie potrzebował takiej pomocy.
Zdaniem Pawła Gonerki, zastępcy dyrektora w szpitalu w Zdrojach, aktualne procedury są wystarczające.
- Gdybyśmy poszli drogą, którą proponuje pan rzecznik, to okazałoby się, że karetka pogotowia musiałaby obowiązkowo wyjeżdżać do każdego dziecka, które ma kaszel, katar czy jakiekolwiek objawy chorobowe - mówi Gonerko. - W innych krajach obowiązują zasady, aby dzieci nie wozić niepotrzebnie na izby przyjęć.
Resort zdrowia nie odniósł się jeszcze do propozycji Rzecznika Praw Dziecka.
List Michalaka jest reakcją na kilka tragicznych wypadków, do których doszło w Polsce w ciągu ostatniego roku. Rodzicom chorych dzieci odmówiono przyjazdu zespołu ratunkowego, lekceważąc objawy i kierując ich do lekarza podstawowej opieki medycznej. Inni zbyt długo czekali na transport do szpitala.
Dzieci: 9-miesięczna Daria z Zakopanego, 3,5-miesięczny Bartek z Chełma oraz półroczna Basia z Kutna, zmarły.
- Nie zgadzamy się na to. Nasi dyspozytorzy za każdym razem przeprowadzają wywiad, który pozwala ocenić czy dziecko potrzebuje interwencji pogotowia, zaś zespoły ratunkowe wyjeżdżają do pacjentów w stanie zagrożenia zdrowia i życia - mówi Elżbieta Sochanowska, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie. - Natomiast wyjazd zespołu ratunkowego do przypadków, które nie wymagają natychmiastowej interwencji jest nieuzasadniony i może skończyć się tragicznie, jeżeli akurat w innym miejscu ktoś rzeczywiście będzie potrzebował takiej pomocy.
Zdaniem Pawła Gonerki, zastępcy dyrektora w szpitalu w Zdrojach, aktualne procedury są wystarczające.
- Gdybyśmy poszli drogą, którą proponuje pan rzecznik, to okazałoby się, że karetka pogotowia musiałaby obowiązkowo wyjeżdżać do każdego dziecka, które ma kaszel, katar czy jakiekolwiek objawy chorobowe - mówi Gonerko. - W innych krajach obowiązują zasady, aby dzieci nie wozić niepotrzebnie na izby przyjęć.
Resort zdrowia nie odniósł się jeszcze do propozycji Rzecznika Praw Dziecka.
List Michalaka jest reakcją na kilka tragicznych wypadków, do których doszło w Polsce w ciągu ostatniego roku. Rodzicom chorych dzieci odmówiono przyjazdu zespołu ratunkowego, lekceważąc objawy i kierując ich do lekarza podstawowej opieki medycznej. Inni zbyt długo czekali na transport do szpitala.
Dzieci: 9-miesięczna Daria z Zakopanego, 3,5-miesięczny Bartek z Chełma oraz półroczna Basia z Kutna, zmarły.

Radio Szczecin