Nie ma gwarancji, że dwulatek, który trafił do szpitala po tym, jak wyszedł sam z domu na mróz wróci do pełni zdrowia.
Lekarze ze szpitala w Prokocimiu, gdzie trafiło dziecko poinformowali, że jego mózg nie jest uszkodzony. Są jednak umiarkowanymi optymistami.
Profesor Janusz Skalski, który odpowiada za leczenie chłopca mówi, że prawdopodobnie w środę lekarze wybudzą go ze śpiączki farmakologicznej. Dodaje jednak, że "byłoby cudem, gdyby chłopczyk wrócił do pełni zdrowia". Jak podkreśla temperatura ciała dziecka wynosiła zaledwie 12 stopni. Na razie udało się przywrócić normalną czynność jego serca.
- Dziecko było tak bardzo oziębione, że miało tylko szczątkową czynność serca. Serce kurczyło się raz na kilkadziesiąt sekund. Zachowywało się, jak niedźwiedź w gawrze, który przy obniżonej temperaturze ciała potrafi zwolnić czynność serca - tłumaczy prof. Skalski.
Chłopiec zaginął w nocy z soboty na niedzielę. Wyszedł z domu, kiedy zasnęła jego babcia, która się nim zajmowała. Skrajnie wyziębionego malucha znaleziono nad ranem. Prawdopodobnie na dworze był kilka godzin.
TVN24/x-news
Profesor Janusz Skalski, który odpowiada za leczenie chłopca mówi, że prawdopodobnie w środę lekarze wybudzą go ze śpiączki farmakologicznej. Dodaje jednak, że "byłoby cudem, gdyby chłopczyk wrócił do pełni zdrowia". Jak podkreśla temperatura ciała dziecka wynosiła zaledwie 12 stopni. Na razie udało się przywrócić normalną czynność jego serca.
- Dziecko było tak bardzo oziębione, że miało tylko szczątkową czynność serca. Serce kurczyło się raz na kilkadziesiąt sekund. Zachowywało się, jak niedźwiedź w gawrze, który przy obniżonej temperaturze ciała potrafi zwolnić czynność serca - tłumaczy prof. Skalski.
Chłopiec zaginął w nocy z soboty na niedzielę. Wyszedł z domu, kiedy zasnęła jego babcia, która się nim zajmowała. Skrajnie wyziębionego malucha znaleziono nad ranem. Prawdopodobnie na dworze był kilka godzin.
TVN24/x-news

Radio Szczecin