Kitesurfer spędził w Bałtyku prawie dobę, ale jest cały i zdrowy. Szczęśliwy koniec ma historia zaginięcia mężczyzny na Pomorzu. 30-latek pływał w poniedziałek przy plaży w Juracie, ale silny prąd zepchnął go wgłąb morza, a wiatr połamał latawiec.
Poszukiwania zaginionego kitesurfera trwały prawie dobę. Szukali go ratownicy z Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa oraz śmigłowiec Marynarki Wojennej.
We wtorkowy wieczór mężczyznę trzymającego się deski - przypadkowo - znalazła załoga kutra Marynarki Wojennej. To było 10 kilometrów od plaży w Juracie. Mężczyzna był wyziębiony i osłabiony, ale jego stan był stabilny. Trafił do gdyńskiego szpitala, ale już w nocy - na własne życzenie - z niego wyszedł.
We wtorkowy wieczór mężczyznę trzymającego się deski - przypadkowo - znalazła załoga kutra Marynarki Wojennej. To było 10 kilometrów od plaży w Juracie. Mężczyzna był wyziębiony i osłabiony, ale jego stan był stabilny. Trafił do gdyńskiego szpitala, ale już w nocy - na własne życzenie - z niego wyszedł.

Radio Szczecin