Duńskie Siły Zbrojne mogą mieć problemy z realizacją nowych założeń dotyczących przyszłości armii. Powodem jest brak szeregowych żołnierzy.
Duński minister obrony Claus Fredriksen, zgodnie z zaleceniami NATO chce, by Duńczycy mogli w ciągu najbliższych 15 lat mieć 4,5 tysiąca żołnierzy gotowych do zabezpieczania wschodniej flanki Paktu. Brygada ma być dobrze uzbrojona, posiadać sztab i być mobilna. Oprócz tego ministerstwo obrony oczekuje środków z budżetu na zakup nowych systemów rakietowych dla marynarki wojennej oraz dotacji na monitorowanie Bałtyku.
Aby nowe założenia mogły być zrealizowane, armia musi zatrudnić nowych szeregowych żołnierzy - twierdzi dyrektor Centrum Studiów Wojskowych przy Uniwersytecie w Kopenhadze, Henrik Breitenbauch. Tego samego zdania jest szef Akademii Obrony kontradmirał Nils Wang, który podkreśla, że "armii nie stać na tylu oficerów ilu obecnie liczy oficerski korpus. Niektórzy są przekwalifikowani i nie mają nic do roboty. Dlatego politycy powinni zmusić Siły Zbrojne, by te generowały więcej Indian niż wodzów".
Największy kontyngent wojskowy jaki Dania wysłała na zagraniczną misję, liczył tysiąc żołnierzy. W czasie pokoju duńskie siły zbrojne liczą około 10 tysięcy.
Aby nowe założenia mogły być zrealizowane, armia musi zatrudnić nowych szeregowych żołnierzy - twierdzi dyrektor Centrum Studiów Wojskowych przy Uniwersytecie w Kopenhadze, Henrik Breitenbauch. Tego samego zdania jest szef Akademii Obrony kontradmirał Nils Wang, który podkreśla, że "armii nie stać na tylu oficerów ilu obecnie liczy oficerski korpus. Niektórzy są przekwalifikowani i nie mają nic do roboty. Dlatego politycy powinni zmusić Siły Zbrojne, by te generowały więcej Indian niż wodzów".
Największy kontyngent wojskowy jaki Dania wysłała na zagraniczną misję, liczył tysiąc żołnierzy. W czasie pokoju duńskie siły zbrojne liczą około 10 tysięcy.

Radio Szczecin