Chwilę grozy w sobotę przeżyli mieszkańcy Hawajów oraz przebywający tam turyści. Przez pomyłkę uruchomiono alarm przeciwrakietowy. Nie wiadomo dlaczego do tego doszło.
Ostrzeżenia wysłano sms-em, podkreślając, że nie są to ćwiczenia. Wiadomość wywołała panikę. Bardzo szybko jednak alarm odwołano i przeproszono za błąd.
- Nieważne czy to był błąd ludzki, awaria komputera czy atak hakerów. Nie może dochodzić do takich sytuacji - mówił senator z Hawajów Brian Schatz.
O całej sytuacji na bieżąco informowany był prezydent Donald Trump, który przebywa na Florydzie. Hawaje, oprócz zależnej od Stanów Zjednoczonych wyspy Guam, to położone najbliżej Korei Północnej amerykańskie terytorium i tym samym najłatwiejszy cel ewentualnego ataku.
System przeciwrakietowy, informujący o nuklearnym zagrożeniu, został tam przywrócony w zeszłym roku. Wcześniej funkcjonował w czasach Zimnej Wojny.
- Nieważne czy to był błąd ludzki, awaria komputera czy atak hakerów. Nie może dochodzić do takich sytuacji - mówił senator z Hawajów Brian Schatz.
O całej sytuacji na bieżąco informowany był prezydent Donald Trump, który przebywa na Florydzie. Hawaje, oprócz zależnej od Stanów Zjednoczonych wyspy Guam, to położone najbliżej Korei Północnej amerykańskie terytorium i tym samym najłatwiejszy cel ewentualnego ataku.
System przeciwrakietowy, informujący o nuklearnym zagrożeniu, został tam przywrócony w zeszłym roku. Wcześniej funkcjonował w czasach Zimnej Wojny.

Radio Szczecin