W brytyjskiej Izbie Gmin we wtorek drugie głosowanie mające zatwierdzić Brexit. Deputowani zdecydują, czy poprą drugą wersję porozumienia o warunkach rozstania, jaką Theresa May wynegocjowała z Unią Europejską.
To efekt trwających do późnej nocy rozmów, jakie premier prowadziła w Strasburgu. W poniedziałek wieczorem Theresa May oświadczyła, że uzyskała zmiany wzmacniające pozycję Zjednoczonego Królestwa. Chodzi o kwestię tak zwanego bezpiecznika irlandzkiego. Teraz deputowani wezmą pod lupę nową wersję umowy i ocenią, czy mogą poprzeć porozumienie.
- Posłowie jasno powiedzieli, że potrzebne są zmiany prawne w mechanizmie bezpiecznika. Dziś je zapewniliśmy - przekonywała Theresa May, dodając: - Teraz nadszedł czas, by się zjednoczyć, poprzeć tę poprawioną umowę i wypełnić instrukcje, dane nam przez brytyjskich obywateli.
Sceptycyzm wyraził już Keir Starmer, minister do spraw Brexitu w lewicowym "gabinecie cieni", oskarżając rząd, że tak naprawdę nie uzyskał w porozumieniu znaczących zmian, jak choćby możliwości samodzielnego opuszczenia mechanizmu bezpiecznika, co było również postulatem wielu eurosceptycznych przeciwników premier. Należący do nich Steve Baker powiedział BBC, że musi się przyjrzeć umowie, ale dodał, że prezentujący porozumienie w Izbie Gmin David Liddington, "prawa ręka" premier "nie po raz pierwszy atrakcyjnie opakował coś, co zawodzi oczekiwania". Z drugiej strony niegdysiejszy przeciwnik umowy Mike Penning powiedział, że uzyskane gwarancje go satysfakcjonują i poprze teraz porozumienie.
Ważna będzie poranna opinia głównego radcy prawnego rządu, Geoffrey'a Coxa. W styczniu stwierdził on, że nie może dać gwarancji, że bezpiecznik nie stanie się dla Królestwa pułapką.
Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker ostrzegał w nocy, że te ustalenia kończą rozmowy Brukseli z Londynem na temat umowy. - W polityce czasami dostaje się drugą szansę i teraz to właśnie robimy. Ale trzeciej szansy już nie będzie. Nie będzie kolejnych interpretacji do interpretacji, ani kolejnych wyjaśnień do zapewnień - mówił przewodniczący Komisji.
W poprzednim głosowaniu posłowie odrzucili porozumienie ponad 200 głosami. Była to największa porażka rządu w historii brytyjskiego parlamentaryzmu.
- Posłowie jasno powiedzieli, że potrzebne są zmiany prawne w mechanizmie bezpiecznika. Dziś je zapewniliśmy - przekonywała Theresa May, dodając: - Teraz nadszedł czas, by się zjednoczyć, poprzeć tę poprawioną umowę i wypełnić instrukcje, dane nam przez brytyjskich obywateli.
Sceptycyzm wyraził już Keir Starmer, minister do spraw Brexitu w lewicowym "gabinecie cieni", oskarżając rząd, że tak naprawdę nie uzyskał w porozumieniu znaczących zmian, jak choćby możliwości samodzielnego opuszczenia mechanizmu bezpiecznika, co było również postulatem wielu eurosceptycznych przeciwników premier. Należący do nich Steve Baker powiedział BBC, że musi się przyjrzeć umowie, ale dodał, że prezentujący porozumienie w Izbie Gmin David Liddington, "prawa ręka" premier "nie po raz pierwszy atrakcyjnie opakował coś, co zawodzi oczekiwania". Z drugiej strony niegdysiejszy przeciwnik umowy Mike Penning powiedział, że uzyskane gwarancje go satysfakcjonują i poprze teraz porozumienie.
Ważna będzie poranna opinia głównego radcy prawnego rządu, Geoffrey'a Coxa. W styczniu stwierdził on, że nie może dać gwarancji, że bezpiecznik nie stanie się dla Królestwa pułapką.
Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker ostrzegał w nocy, że te ustalenia kończą rozmowy Brukseli z Londynem na temat umowy. - W polityce czasami dostaje się drugą szansę i teraz to właśnie robimy. Ale trzeciej szansy już nie będzie. Nie będzie kolejnych interpretacji do interpretacji, ani kolejnych wyjaśnień do zapewnień - mówił przewodniczący Komisji.
W poprzednim głosowaniu posłowie odrzucili porozumienie ponad 200 głosami. Była to największa porażka rządu w historii brytyjskiego parlamentaryzmu.

Radio Szczecin