Do głosowania w wyborach prezydenckich zgłosiło się więcej Polaków mieszkających za granicą niż 5 lat temu. Jak poinformował wiceminister spraw zagranicznych, Piotr Wawrzyk, dotychczas udział w wyborach zadeklarowało ponad 290 tysięcy osób. W 2015 roku było to 196 tysięcy.
W poniedziałek mija termin na zgłaszanie się wyborców mieszkających poza Polską do głosowania korespondencyjnego. Wiceminister Piotr Wawrzyk zwrócił uwagę na to, że ze względów epidemicznych w wielu krajach to jedyna możliwa forma oddania głosu.
- Mamy głosowanie dopuszczone wyłącznie jako korespondencyjne przez władze takich krajów jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Niemcy. Ale podkreślam, to nie my zdecydowaliśmy o tym jako MSZ, że w tych krajach takie głosowanie będzie mogło być przeprowadzone. To jest decyzja o takiej formie głosowania ze strony władz poszczególnych krajów. Polskie MSZ nie ma na to wpływu - zaznaczył minister Wawrzyk.
Ze względu na pandemię koronawirusa zgody na przeprowadzenie wyborów w jakiejkolwiek formie nie wydały władze m.in. Chile, Peru i Kataru.
Wiceminister Piotr Wawrzyk wyjaśnił, że mniejsza liczba komisji wyborczych wynika z faktu, iż głosowanie w niektórych państwach odbywa się korespondencyjnie.
- Chcąc usprawnić niejako przekazywanie głosów i ich szybsze liczenie, powołaliśmy mniej komisji - by łatwiej było zidentyfikować punkt, do którego te głosy są przekazywane z jednej strony, a z drugiej - przez zwiększenie liczby komisji - przyspieszamy możliwość obliczenia głosów - dodał.
W ten sposób wiceminister odpowiedział na zarzuty części byłych ambasadorów. Dyplomaci zrzeszeni w Konferencji Ambasadorów RP sprzeciwiają się - jak napisano - "działaniom utrudniającym konstytucyjnie zagwarantowany proces wyborczy i podporządkowującym zasady elekcji politycznym potrzebom partii rządzącej".
Ministerstwo Spraw Zagranicznych przypomina, że zaświadczenie o prawie do głosowania pobierane z urzędu gminy uprawnia do głosowania także za granicą.
Pytany o termin ogłoszenia wyników wyborów za granicą wiceminister Piotr Wawrzyk odpowiedział, że każda obwodowa komisja wyborcza jest zobowiązana podać wynik niezwłocznie po zakończeniu głosowania.
- Mamy głosowanie dopuszczone wyłącznie jako korespondencyjne przez władze takich krajów jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Niemcy. Ale podkreślam, to nie my zdecydowaliśmy o tym jako MSZ, że w tych krajach takie głosowanie będzie mogło być przeprowadzone. To jest decyzja o takiej formie głosowania ze strony władz poszczególnych krajów. Polskie MSZ nie ma na to wpływu - zaznaczył minister Wawrzyk.
Ze względu na pandemię koronawirusa zgody na przeprowadzenie wyborów w jakiejkolwiek formie nie wydały władze m.in. Chile, Peru i Kataru.
Wiceminister Piotr Wawrzyk wyjaśnił, że mniejsza liczba komisji wyborczych wynika z faktu, iż głosowanie w niektórych państwach odbywa się korespondencyjnie.
- Chcąc usprawnić niejako przekazywanie głosów i ich szybsze liczenie, powołaliśmy mniej komisji - by łatwiej było zidentyfikować punkt, do którego te głosy są przekazywane z jednej strony, a z drugiej - przez zwiększenie liczby komisji - przyspieszamy możliwość obliczenia głosów - dodał.
W ten sposób wiceminister odpowiedział na zarzuty części byłych ambasadorów. Dyplomaci zrzeszeni w Konferencji Ambasadorów RP sprzeciwiają się - jak napisano - "działaniom utrudniającym konstytucyjnie zagwarantowany proces wyborczy i podporządkowującym zasady elekcji politycznym potrzebom partii rządzącej".
Ministerstwo Spraw Zagranicznych przypomina, że zaświadczenie o prawie do głosowania pobierane z urzędu gminy uprawnia do głosowania także za granicą.
Pytany o termin ogłoszenia wyników wyborów za granicą wiceminister Piotr Wawrzyk odpowiedział, że każda obwodowa komisja wyborcza jest zobowiązana podać wynik niezwłocznie po zakończeniu głosowania.

Radio Szczecin