Z końcem roku Niemcy kończą przewodnictwo w Unii Europejskiej. Od piątku do końca czerwca pracami Wspólnoty będzie kierować Portugalia.
Uzgodnienia w sprawie budżetu Unii na najbliższych siedem lat oraz funduszu odbudowy po pandemii to Berlin zapisuje na liście sukcesów. Niemcy zabiegały też o porozumienie z Chinami w sprawie umowy inwestycyjnej, ale w tej sprawie posypała się krytyka. Zastrzeżenia ma między innymi Polska.
Porozumienie w sprawie pakietu finansowego w wysokości prawie dwóch bilionów euro zostało osiągnięte na unijnym szczycie - który trwał 91 godzin - w lipcu. Dogrywka była jeszcze na szczycie przed kilkoma tygodniami, kiedy zapadały ostateczne uzgodnienia.
- Udało nam się te kwestie rozwiązać, co przynosi prawdziwą ulgę. Budżet i fundusz odbudowy to wielkie osiągnięcie - mówiła wtedy kanclerz Niemiec Angela Merkel.
Na tym samym szczycie zapadło jeszcze jedno uzgodnienie.
- Zredukujemy emisję CO2 o co najmniej 55 procent do 2030 roku - informowała szefowa Komisji Ursula von der Leyen.
A w środę, czyli dwa dni przed zakończeniem przewodnictwa Niemiec, osiągnięte zostało porozumienie w sprawie umowy inwestycyjnej Unii z Chinami. Trwające siedem lat negocjacje w tej sprawie nagle pod koniec roku przyspieszyły, co skrytykowało kilka krajów. Polska mówiła, że Unia powinna była poczekać z umową na nową amerykańską administrację. Ambasador Polski przy Unii Europejskiej Andrzej Sadoś powiedział brukselskiej korespondentce Polskiego Radia, że Warszawa musi teraz uważnie przeanalizować umowę.
- Na pewno jednak nie można ignorować aspektu geopolitycznego i stawiać USA przed faktami dokonanymi - dodał.
Państwa Beneluksu uważały z kolei, że zbyt łagodne są zapisy dotyczące praw człowieka i pracy przymusowej, a Włochy narzekały, że Komisja na ostatnim etapie prowadzonych rokowań z Chinami nie informowała krajów członkowskich o szczegółach. Uzgodnienia unijno-chińskie to dopiero polityczne porozumienie. By umowa zaczęła obowiązywać, konieczna jest ratyfikacjach w krajach członkowskich i w Parlamencie Europejskim. Cały proces może potrwać około dwóch lat.
Porozumienie w sprawie pakietu finansowego w wysokości prawie dwóch bilionów euro zostało osiągnięte na unijnym szczycie - który trwał 91 godzin - w lipcu. Dogrywka była jeszcze na szczycie przed kilkoma tygodniami, kiedy zapadały ostateczne uzgodnienia.
- Udało nam się te kwestie rozwiązać, co przynosi prawdziwą ulgę. Budżet i fundusz odbudowy to wielkie osiągnięcie - mówiła wtedy kanclerz Niemiec Angela Merkel.
Na tym samym szczycie zapadło jeszcze jedno uzgodnienie.
- Zredukujemy emisję CO2 o co najmniej 55 procent do 2030 roku - informowała szefowa Komisji Ursula von der Leyen.
A w środę, czyli dwa dni przed zakończeniem przewodnictwa Niemiec, osiągnięte zostało porozumienie w sprawie umowy inwestycyjnej Unii z Chinami. Trwające siedem lat negocjacje w tej sprawie nagle pod koniec roku przyspieszyły, co skrytykowało kilka krajów. Polska mówiła, że Unia powinna była poczekać z umową na nową amerykańską administrację. Ambasador Polski przy Unii Europejskiej Andrzej Sadoś powiedział brukselskiej korespondentce Polskiego Radia, że Warszawa musi teraz uważnie przeanalizować umowę.
- Na pewno jednak nie można ignorować aspektu geopolitycznego i stawiać USA przed faktami dokonanymi - dodał.
Państwa Beneluksu uważały z kolei, że zbyt łagodne są zapisy dotyczące praw człowieka i pracy przymusowej, a Włochy narzekały, że Komisja na ostatnim etapie prowadzonych rokowań z Chinami nie informowała krajów członkowskich o szczegółach. Uzgodnienia unijno-chińskie to dopiero polityczne porozumienie. By umowa zaczęła obowiązywać, konieczna jest ratyfikacjach w krajach członkowskich i w Parlamencie Europejskim. Cały proces może potrwać około dwóch lat.

Radio Szczecin