Prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej Tomasz Cudny poinformował, że zapadła decyzja o zawieszeniu akcji poszukiwania siedmiu górników, uwięzionych w kopalni Pniówek i odizolowaniu zagrożonego rejonu.
Podczas konferencji prasowej prezes wyjaśnił, że sytuacja w zagrożonej części kopalni, gdzie przebywają górnicy, jest zbyt niebezpieczna dla ekip ratunkowych. Dodał, że decyzję podjęto po wcześniejszej rozmowie z rodzinami górników.
Wczoraj wieczorem w kopalni doszło do czterech kolejnych wybuchów metanu. W tym czasie grupa ratowników układała rurociąg, doprowadzający powietrze w zagrożony rejon. Zmusiło to ekipy do przerwania akcji.
Prezes Spółki, do której należy kopalnia, poinformował, że od wczorajszego wieczora ratownicy odczuli siedem wybuchów w zagrożonej części wyrobiska." Nie wiemy skąd następuje dopływ tlenu, ponieważ wzrost stężenia metanu w tej sytuacji powinien nam pomagać" - zwrócił uwagę prezes. Wyjaśnił, że w tej sytuacji jedynym wyjściem jest uszczelnienie wszystkich wyjść i wejść, i odczekanie do czasu ustabilizowania się sytuacji.
Uczestniczący w konferencji prasowej prezes centralnej stacji ratownictwa górniczego Piotr Buchwald poinformował, że dopiero za 10-15 godzin będzie można podjąć dalsze kroki, pod warunkiem, że sytuacja się poprawi i zagrożenie się zmniejszy.
W środę, kwadrans po północy, w kopalni Pniówek w Pawłowicach doszło do pierwszego wybuchu i zapalenia metanu. Wypadek zdarzył się na głębokości 1000 metrów. W zagrożonej strefie pracowało 42 górników. W czasie, gdy akcję prowadziły dwa zastępy ratowników, doszło do wtórnego wybuchu.
Wśród pięciu ofiar śmiertelnych jest jeden ratownik. 20 osób jest w szpitalach. Po wczorajszych wybuchach do szpitali trafiło kolejnych 10 ratowników. Trzech z nich jest w stanie ciężkim. Ratownicy zostali uderzeni przez falę wybuchową w momencie wycofywania się z obszaru poszukiwań.
Jak mówi dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach Łukasz Pach, poszkodowani nie mają poparzeń.
Wczoraj wieczorem w kopalni doszło do czterech kolejnych wybuchów metanu. W tym czasie grupa ratowników układała rurociąg, doprowadzający powietrze w zagrożony rejon. Zmusiło to ekipy do przerwania akcji.
Prezes Spółki, do której należy kopalnia, poinformował, że od wczorajszego wieczora ratownicy odczuli siedem wybuchów w zagrożonej części wyrobiska." Nie wiemy skąd następuje dopływ tlenu, ponieważ wzrost stężenia metanu w tej sytuacji powinien nam pomagać" - zwrócił uwagę prezes. Wyjaśnił, że w tej sytuacji jedynym wyjściem jest uszczelnienie wszystkich wyjść i wejść, i odczekanie do czasu ustabilizowania się sytuacji.
Uczestniczący w konferencji prasowej prezes centralnej stacji ratownictwa górniczego Piotr Buchwald poinformował, że dopiero za 10-15 godzin będzie można podjąć dalsze kroki, pod warunkiem, że sytuacja się poprawi i zagrożenie się zmniejszy.
W środę, kwadrans po północy, w kopalni Pniówek w Pawłowicach doszło do pierwszego wybuchu i zapalenia metanu. Wypadek zdarzył się na głębokości 1000 metrów. W zagrożonej strefie pracowało 42 górników. W czasie, gdy akcję prowadziły dwa zastępy ratowników, doszło do wtórnego wybuchu.
Wśród pięciu ofiar śmiertelnych jest jeden ratownik. 20 osób jest w szpitalach. Po wczorajszych wybuchach do szpitali trafiło kolejnych 10 ratowników. Trzech z nich jest w stanie ciężkim. Ratownicy zostali uderzeni przez falę wybuchową w momencie wycofywania się z obszaru poszukiwań.
Jak mówi dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach Łukasz Pach, poszkodowani nie mają poparzeń.

Radio Szczecin
