W kopalni Borynia-Zofiówka Ruch Zofiówka, w Jastrzębiu-Zdroju, na poziomie 900 metrów pod ziemią, doszło do wycieku metanu, ale nie było wybuchu.
Sztab akcji nie ma kontaktu z dziesięcioma pracownikami. Trwa akcja ratunkowa. W rejonie wypadku było 62 pracowników, 52 z nich wyszło o własnych siłach. Do zdarzenia doszło o godz. 3:40.
Wiceprezes do spraw Technicznych i Operacyjnych Jastrzębskiej Spółki Węglowej Edward Paździorko poinformował, że ratownicy próbują dotrzeć do poszukiwanych górników.
- Sam wybieg miał 1160 metrów bieżących, oni są na 240 metrze. Po drodze, jeżeli jest uszkodzony lutniociąg poprawiają wentylację, że automatycznie, powietrze bardziej dopływa do przodka. Jednocześnie, zwiększyliśmy pewne ciśnienia sprężonego powietrza, żeby też równolegle pchać powietrze do środka. Oczywiście jest dużo metanu, powyżej zakresu. Ratownicy pracują w łączności z bazą - powiedział Paździorko.
Na miejscu koncentracja substancji jest na tyle duża, że w rejon wypadku trzeba będzie wchodzić stopniowo.
Robert Wnorowski z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu podkreśla, że wypływ metanu może być mniej niebezpieczny.
- Całe szczęście jest to jakiś pozytyw w tej dramatycznej sytuacji, ponieważ w przypadku wybuchu mamy do czynienia z generowaniem temperatury nawet do dwóch tysięcy stopni Celsjusza, ale także z niszczycielską falą uderzeniową. Tutaj na szczęście tego nie było - mówił Wnorowski.
Robert Wnorowski powiedział również, na czym aktualnie polegają działania ratowników w kopalni Zofiówka.
- Pogotowie pomiarowe rozwija linię chromatograficzną. To urządzenie jest nam w stanie pokazać, przede wszystkim jakie mamy stężenie metanu, temperaturę i między innymi na podstawie tych danych, kierownik akcji ratowniczej jest w stanie podjąć decyzje co do dalszych działań - zaznaczył Wnorowski.
W ostatnich dniach doszło do wybuchów w położonej nieopodal "Zofiówki", kopalni "Pniówek". Tam na miejscu zginęło 5 osób, a kilkanaście zostało rannych. Siedmiu górników wciąż nie udało się odnaleźć.
Wiceprezes do spraw Technicznych i Operacyjnych Jastrzębskiej Spółki Węglowej Edward Paździorko poinformował, że ratownicy próbują dotrzeć do poszukiwanych górników.
- Sam wybieg miał 1160 metrów bieżących, oni są na 240 metrze. Po drodze, jeżeli jest uszkodzony lutniociąg poprawiają wentylację, że automatycznie, powietrze bardziej dopływa do przodka. Jednocześnie, zwiększyliśmy pewne ciśnienia sprężonego powietrza, żeby też równolegle pchać powietrze do środka. Oczywiście jest dużo metanu, powyżej zakresu. Ratownicy pracują w łączności z bazą - powiedział Paździorko.
Na miejscu koncentracja substancji jest na tyle duża, że w rejon wypadku trzeba będzie wchodzić stopniowo.
Robert Wnorowski z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu podkreśla, że wypływ metanu może być mniej niebezpieczny.
- Całe szczęście jest to jakiś pozytyw w tej dramatycznej sytuacji, ponieważ w przypadku wybuchu mamy do czynienia z generowaniem temperatury nawet do dwóch tysięcy stopni Celsjusza, ale także z niszczycielską falą uderzeniową. Tutaj na szczęście tego nie było - mówił Wnorowski.
Robert Wnorowski powiedział również, na czym aktualnie polegają działania ratowników w kopalni Zofiówka.
- Pogotowie pomiarowe rozwija linię chromatograficzną. To urządzenie jest nam w stanie pokazać, przede wszystkim jakie mamy stężenie metanu, temperaturę i między innymi na podstawie tych danych, kierownik akcji ratowniczej jest w stanie podjąć decyzje co do dalszych działań - zaznaczył Wnorowski.
W ostatnich dniach doszło do wybuchów w położonej nieopodal "Zofiówki", kopalni "Pniówek". Tam na miejscu zginęło 5 osób, a kilkanaście zostało rannych. Siedmiu górników wciąż nie udało się odnaleźć.

Radio Szczecin