Zakończyło się spotkanie polskiego wiceministra spraw zagranicznych z ambasadorem Izraela w Warszawie.
Dyplomata został wezwany na spotkanie do MSZ w związku ze swoimi wypowiedziami dotyczącymi izraelskich wycieczek do Polski. Nie jest jasne, czy na spotkaniu zapadły jakieś konkretne ustalenia.
Od czerwca do Polski nie przyjeżdża izraelska młodzież. Wszystko po tym, jak strona polska zażądała, by dzieciom nie towarzyszyli uzbrojeni ochroniarze, bo jest to złamanie polskiego prawa. W odpowiedzi Izrael wstrzymał organizowane od kilku dekad wycieczki, a ambasador Ja’akow Liwne tydzień temu w czasie uroczystości w Sobiborze obwinił Polskę za całą sytuację.
Dyplomata został wezwany do MSZ i rozmawiał z wiceministrem spraw zagranicznych Pawłem Jabłońskim. Rzecznik resortu Łukasz Jasina relacjonował dziennikarzom, że polski minister skrytykował wypowiedź izraelskiego ambasadora.
"Zwróciliśmy mu uwagę na to, że jednak to przemówienie nie było do końca adekwatne i że bardzo ważną rzeczą w relacjach dyplomatycznych jest komunikowanie się między ambasadorem a MSZ w formie realnej, a nie poprzez dobre usługi środków masowego komunikowania“ - dodał Łukasz Jasina.
Strona polska miała też zapewnić, że jest gotowa ponownie przyjmować izraelską młodzież, ale bez uzbrojonych ochroniarzy.
"Zostało to po raz kolejny powiedziane panu ambasadorowi, że bez żadnych warunków wstępnych, jeżeli Izrael zgodzi się, aby tym wycieczkom nie towarzyszyły uzbrojone, naruszające naszą suwerenność, a czasem i godność uzbrojone obstawy, te wycieczki mogą w każdej chwili wrócić" - poinformował Łukasz Jasina.
Ambasador Ja’akow Liwne nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Komentarza nie udziela także ambasada Izraela w Warszawie.
Izraelska młodzież od kilku dekad rokrocznie odwiedza byłe niemieckie obozy koncentracyjne na terenie Polski, Niemiec czy Austrii. Wyjazd jest dla Izraela jednym z najważniejszych elementów nauczania o Holokauście. Co roku do Polski w ramach takiego właśnie programu przyjeżdżało około 40 tysięcy młodych Izraelczyków.
Od czerwca do Polski nie przyjeżdża izraelska młodzież. Wszystko po tym, jak strona polska zażądała, by dzieciom nie towarzyszyli uzbrojeni ochroniarze, bo jest to złamanie polskiego prawa. W odpowiedzi Izrael wstrzymał organizowane od kilku dekad wycieczki, a ambasador Ja’akow Liwne tydzień temu w czasie uroczystości w Sobiborze obwinił Polskę za całą sytuację.
Dyplomata został wezwany do MSZ i rozmawiał z wiceministrem spraw zagranicznych Pawłem Jabłońskim. Rzecznik resortu Łukasz Jasina relacjonował dziennikarzom, że polski minister skrytykował wypowiedź izraelskiego ambasadora.
"Zwróciliśmy mu uwagę na to, że jednak to przemówienie nie było do końca adekwatne i że bardzo ważną rzeczą w relacjach dyplomatycznych jest komunikowanie się między ambasadorem a MSZ w formie realnej, a nie poprzez dobre usługi środków masowego komunikowania“ - dodał Łukasz Jasina.
Strona polska miała też zapewnić, że jest gotowa ponownie przyjmować izraelską młodzież, ale bez uzbrojonych ochroniarzy.
"Zostało to po raz kolejny powiedziane panu ambasadorowi, że bez żadnych warunków wstępnych, jeżeli Izrael zgodzi się, aby tym wycieczkom nie towarzyszyły uzbrojone, naruszające naszą suwerenność, a czasem i godność uzbrojone obstawy, te wycieczki mogą w każdej chwili wrócić" - poinformował Łukasz Jasina.
Ambasador Ja’akow Liwne nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Komentarza nie udziela także ambasada Izraela w Warszawie.
Izraelska młodzież od kilku dekad rokrocznie odwiedza byłe niemieckie obozy koncentracyjne na terenie Polski, Niemiec czy Austrii. Wyjazd jest dla Izraela jednym z najważniejszych elementów nauczania o Holokauście. Co roku do Polski w ramach takiego właśnie programu przyjeżdżało około 40 tysięcy młodych Izraelczyków.

Radio Szczecin