Co najmniej 200 osób zostało zatrzymanych po zamieszkach w Brazylii. Tysiące zwolenników byłego skrajnie prawicowego prezydenta Jaira Bolsonaro wdarło się do budynków Kongresu, Sądu Najwyższego i pałacu prezydenckiego.
Zamieszki w stolicy Brazylii trwały kilka godzin. Policji udało się opanować sytuację, ale tłum zdemolował wiele gabinetów w budynkach państwowych. Media społecznościowe obiegły zdjęcia i filmy, na których widać wandali z brazylijskimi flagami, niszczących wnętrza parlamentu czy Sądu Najwyższego.
Prezydent Brazylii Lula Inacio da Silva, który był w trakcie zamieszek w Sao Paolo, oświadczył, że tłumy zwolenników Bolsonaro, które niszczyły budynki, to „faszyści“. Oskarżył też swojego byłego rywala o sprowokowanie zamieszek. „Wszyscy znamy jego przemówienie, które do tego doprowadziło. To on stoi za tymi burdami, bo to on chciał na tym politycznie zyskać“ - dodał.
Policja używała gazu łzawiącego i zatrzymała ponad 200 osób. Władze zwolniły już gubernatora stołecznej prowincji, który miał zbyt wolno reagować na zamieszki.
Sam Jair Bolsonaro jest teraz na wakacjach na Florydzie i zabrał głos dopiero po kilku godzinach. Po powrocie do kraju prawdopodobnie grożą mu konsekwencje karne. On sam nie uznał wyniku wyborów i bezpodstawnie twierdzi, że doszło do oszustwa.
Zamieszki potępili światowi przywódcy, w tym prezydenci Stanów Zjednoczonych Joe Biden i Polski Andrzej Duda.

Radio Szczecin
