Sąd Najwyższy oddalił kasacje od wyroku w głośnej sprawie tak zwanych kanibali znad jeziora Osiek w województwie lubuskim. Kasacje wniosła zarówno obrona skazanego na 25 lat więzienia Roberta M., jak i prokuratura. Sąd Najwyższy uznał je za oczywiście bezzasadne.
Sędzia sprawozdawca Marek Pietruszyński wskazał, że nie potwierdził się najpoważniejszy z zarzutów podniesionych w kasacji wniesionej przez obronę co do nienależytej obsady sądu, zarówno pierwszej jak i drugiej instancji. Chodziło o dwóch sędziów powołanych przez neoKRS.
- Sam fakt powołania czy też zaangażowania tego organu w proces powołania tych sędziów nie jest wystarczający do stwierdzenia, że obalona czy zachwiana jest stabilność orzecznicza, że sędziemu po takim powołaniu można postawić zarzut braku niezawisłości i bezstronności w orzekaniu - mówił sędzia sprawozdawca.
Obrona w skardze kasacyjnej argumentowała również, że nie można przypisać zbrodni, jeśli nie odnaleziono ciała i nie ustalono tożsamości ofiary sędzia Marek Pietruszyński przypomniał, że zasada ta obowiązywała do lat 50. na gruncie prawa anglosaskiego a później się skompromitowała.
- Nie ma wątpliwości, zdaniem SN, że został naruszony pierwiastek cielesny człowieka jako istoty ludzkiej, a nie innej formy kreacji cywilizacji ziemskiej czy pozaziemskiej. Zatem kwestia nieustalenia tożsamości nie mogła mieć znaczenia dla możliwości przypisania odpowiedzialności karnej skazanego - wyjaśnił sędzia Pietruszyński.
W 2002 roku na zlecenie Roberta M. doszło do zabójstwa mężczyzny, z którym ten miał być skonfliktowany. Później zleceniodawca oraz jego trzej kompani fragmenty poćwiartowanego ciała ofiary upiekli i zjedli. Skazany został tylko Robert M. Postępowanie dotyczące pozostałych mężczyzn zostało umorzone ze względu na przedawnienie.
Prokuratura w skardze kasacyjnej dowodziła współsprawstwa wszystkich mężczyzn, którzy jedli ciało ofiary. Sąd Najwyższy nie podzielił argumentacji śledczych.
Sprawa w pierwszej i drugiej instancji toczyła się przed szczecińskimi sądami - okręgowym i apelacyjnym.
- Sam fakt powołania czy też zaangażowania tego organu w proces powołania tych sędziów nie jest wystarczający do stwierdzenia, że obalona czy zachwiana jest stabilność orzecznicza, że sędziemu po takim powołaniu można postawić zarzut braku niezawisłości i bezstronności w orzekaniu - mówił sędzia sprawozdawca.
Obrona w skardze kasacyjnej argumentowała również, że nie można przypisać zbrodni, jeśli nie odnaleziono ciała i nie ustalono tożsamości ofiary sędzia Marek Pietruszyński przypomniał, że zasada ta obowiązywała do lat 50. na gruncie prawa anglosaskiego a później się skompromitowała.
- Nie ma wątpliwości, zdaniem SN, że został naruszony pierwiastek cielesny człowieka jako istoty ludzkiej, a nie innej formy kreacji cywilizacji ziemskiej czy pozaziemskiej. Zatem kwestia nieustalenia tożsamości nie mogła mieć znaczenia dla możliwości przypisania odpowiedzialności karnej skazanego - wyjaśnił sędzia Pietruszyński.
W 2002 roku na zlecenie Roberta M. doszło do zabójstwa mężczyzny, z którym ten miał być skonfliktowany. Później zleceniodawca oraz jego trzej kompani fragmenty poćwiartowanego ciała ofiary upiekli i zjedli. Skazany został tylko Robert M. Postępowanie dotyczące pozostałych mężczyzn zostało umorzone ze względu na przedawnienie.
Prokuratura w skardze kasacyjnej dowodziła współsprawstwa wszystkich mężczyzn, którzy jedli ciało ofiary. Sąd Najwyższy nie podzielił argumentacji śledczych.
Sprawa w pierwszej i drugiej instancji toczyła się przed szczecińskimi sądami - okręgowym i apelacyjnym.

Radio Szczecin