150 statków powietrznych różnego rodzaju wzięło udział w specjalnej operacji schwytania prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro. Sprawa ta wywołała kontrowersje w USA.
Niektórzy demokraci zwracają uwagę, że Trump przeprowadził kolejną operację militarną bez informowania i bez uzyskania zgody kongresu.
Operacja aresztowania Maduro przypominała klasyczne uderzenie wojskowe. W jego wyniku część infrastruktury i łączności została wyłączona. - Było ciemno, było groźnie - mówił Donald Trump, który oglądał "na żywo" przebieg akcji amerykańskich komandosów. Dodał, że w trakcie operacji doszło do wymiany ognia. - Był duży opór, była duża strzelanina.
Szturm sił specjalnych USA poprzedziły wielomiesięczne przygotowania. Cały wariant działań był wcześniej wielokrotnie ćwiczony na makiecie obiektu.
Natychmiastowego uwolnienia Nicolasa Maduro oczekują już władze Chin. Toruński politolog, wykładowca i komentator Paweł Ramiączek uważa, że tego rodzaju działania, jakie przeprowadził Waszyngton powinny być poprzedzone rezolucją Organizacji Narodów Zjednoczonych.
- Mamy do czynienia z zapisami, które mówią o tym, że państwo nie może interweniować w ramach interwencji zbrojnych na terenie państwa, które jest państwem niezależnym. Ja rozumiem, że na terenie Wenezueli oczywiście była dyktatura, natomiast tak czy inaczej, Wenezuela jest krajem, który jest absolutnie niezależny - powiedział Ramiączek.
Prezydent Wenezueli wraz żoną zostali przetransportowani do Nowego Jorku po tym, jak amerykańscy żołnierze schwytali ich w Caracas. W najbliższych dniach ma on stanąć przed sądem federalnym na Manhattanie pod zarzutem posiadania narkotyków i broni.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski


Radio Szczecin
