Armia izraelska poinformowała w poniedziałek rano, że zidentyfikowała drugą falę pocisków wystrzelonych z Iranu w kierunku terytorium Izraela oraz że systemy obronne są zostały uruchomiane, by je przechwycić. W Jerozolimie rozległ się odgłos wybuchu - podała agencja AFP.
Wcześniej nad ranem izraelskie siły powietrzne przeprowadziły ataki na cele wojskowe w środkowym i zachodnim Iranie - poinformowało izraelskie wojsko. Był to odwet za irański ostrzał Izraela, do którego doszło godziny po tym, gdy prezydent USA Donald Trump wzywał Izrael do powstrzymania się od uderzenia.
„Chwilę temu izraelskie siły powietrzne uderzyły w cele wojskowe należące do irańskiego reżimu terrorystycznego w zachodnim i centralnym Iranie” - przekazała armia izraelska na platformie X.
Informacje o atakach w Iranie potwierdziła irańska agencja IRNA, podając, że był to atak z użyciem rakiet balistycznych powietrze-ziemia (ALBM). Do eksplozji miało dojść w kilku miastach, m.in. Isfahanie, Tebrizie i Teheranie.
Wojsko poinformowało, że izraelskie siły powietrzne zaatakowały „kilka celów” w kompleksie petrochemicznym w rejonie Mahszahr. Jak przekazał portal Iran International, w izraelskim ataku ucierpiały zakłady petrochemiczne Karoun w prowincji Chuzestan, położonej w południowo-zachodnim Iranie nad Zatoką Perską.
Ambasador Izraela w Stanach Zjednoczonych Jechiel Leiter stwierdził, że Izrael zaatakował irańskie wyrzutnie rakiet ziemia-ziemia oraz infrastrukturę niezwiązaną z sektorem energetycznym. Zapowiedział również, że Izrael zaatakuje centra dowodzenia Hezbollahu w południowym Bejrucie, jeśli wspierana przez Iran grupa rozpocznie ostrzał Izraela.
We wpisie na X ambasador wyjaśnił, dlaczego Izrael odpowiedział ogniem, mimo nacisków prezydenta Trumpa, by wykazać powściągliwość. „Iran wystrzelił dziś 11 rakiet balistycznych w kierunku Izraela. Każda z tych rakiet może zrównać z ziemią całą dzielnicę i zabić setki osób. Żaden szanujący się kraj na świecie nie tolerowałby takiego ataku, Izrael też nie” - stwierdził.
Izraelski urzędnik powiedział w poniedziałek dziennikowi „Maariv”, że ataki Izraela na Iran „były przeprowadzane we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i administracją Trumpa”.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski
„Chwilę temu izraelskie siły powietrzne uderzyły w cele wojskowe należące do irańskiego reżimu terrorystycznego w zachodnim i centralnym Iranie” - przekazała armia izraelska na platformie X.
Informacje o atakach w Iranie potwierdziła irańska agencja IRNA, podając, że był to atak z użyciem rakiet balistycznych powietrze-ziemia (ALBM). Do eksplozji miało dojść w kilku miastach, m.in. Isfahanie, Tebrizie i Teheranie.
Wojsko poinformowało, że izraelskie siły powietrzne zaatakowały „kilka celów” w kompleksie petrochemicznym w rejonie Mahszahr. Jak przekazał portal Iran International, w izraelskim ataku ucierpiały zakłady petrochemiczne Karoun w prowincji Chuzestan, położonej w południowo-zachodnim Iranie nad Zatoką Perską.
Ambasador Izraela w Stanach Zjednoczonych Jechiel Leiter stwierdził, że Izrael zaatakował irańskie wyrzutnie rakiet ziemia-ziemia oraz infrastrukturę niezwiązaną z sektorem energetycznym. Zapowiedział również, że Izrael zaatakuje centra dowodzenia Hezbollahu w południowym Bejrucie, jeśli wspierana przez Iran grupa rozpocznie ostrzał Izraela.
We wpisie na X ambasador wyjaśnił, dlaczego Izrael odpowiedział ogniem, mimo nacisków prezydenta Trumpa, by wykazać powściągliwość. „Iran wystrzelił dziś 11 rakiet balistycznych w kierunku Izraela. Każda z tych rakiet może zrównać z ziemią całą dzielnicę i zabić setki osób. Żaden szanujący się kraj na świecie nie tolerowałby takiego ataku, Izrael też nie” - stwierdził.
Izraelski urzędnik powiedział w poniedziałek dziennikowi „Maariv”, że ataki Izraela na Iran „były przeprowadzane we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i administracją Trumpa”.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski

Radio Szczecin