Dziś mija 65 lat od napadu Polaków na ludność żydowską, jaki miał miejsce w Kielcach 4 lipca 1946 roku.
Bezpośrednią przyczyną pogromu była plotka o uwięzieniu przez Żydów w piwnicy budynku przy ulicy Planty 7 ośmioletniego chłopca, Henryka Błaszczyka, w celu dokonania na nim mordu rytualnego. W wyniku pogromu zginęło 37 Żydów, 35 zostało rannych. Zginęło też trzech Polaków.
Historyk Żydowskiego Instytutu Historycznego doktor Hanna Węgrzynek przypomina, że "pogrom kielecki nie był jedynym takim powojennym wydarzeniem, a doszło do niego z powodu demoralizacji polskiego społeczeństwa w wyniku wojennej polityki Niemców". Niemcy - przypomina naukowiec - za wydanie Żyda dawali nagrody, a społeczeństwo zdawało sobie sprawę z tego, co działo się w czasie okupacji z Żydami. Polacy wiedzieli też, że można Żyda wydać, odebrać mu majątek i mieli poczucie bezkarności, ponieważ Żydzi znaleźli się poza "nawiasem społeczeństwa".
Doktor Węgrzynek przypomina, że "wydarzenia kieleckie miały bardzo poważny wpływ na powojenne stosunki polsko-żydowskie. W wyniku pogromu i nasilających się ataków na Żydów około 100 tysięcy z nich opuściło Polskę".
Historyk przypomina również, że pogrom kielecki został opisany w ówczesnej prasie, która podkreślała polski antysemityzm, a wykorzystały to komunistyczne władze do przykrycia ważnych dla nich wydarzeń politycznych. Po pierwsze 30 czerwca zorganizowano słynne referendum "3 x TAK", które zostało w niebywały sposób sfałszowane, a 4 lipca w czasie procesu norymberskiego rozpoczęło się odczytywanie dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej.
Po wydarzeniach z 4 lipca panował chaos informacyjny. Milicja ani żadne inne służby nie zabezpieczyły śladów, ani nie były w stanie podać dokładnej liczby zabitych. Urządzono wtedy też pokazowy proces, 11 lipca 1946, i oskarżono 12 osób. Trzej oskarżeni otrzymali wyroki pozbawienia wolności odpowiednio 7 i 10 lat oraz dożywocie. 9 skazano na karę śmierci. Wobec nieskorzystania przez Bolesława Bieruta z prawa łaski, egzekucji dokonano już następnego dnia.
Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich podkreśla, że pogrom kielecki "to bolesna część stosunków polsko-żydowskich, która zarazem nie może ograniczać nas w przyszłości".
- Tamto wydarzenie było okrutnym doświadczeniem dla Żydów, którzy przeżyli wojnę - wyjaśnia Schudrich. - To była dodatkowa trauma, która spowodowała między innymi wyjazd wielu Żydów z Polski.
Zarazem jednak - zaznacza rabin - Żydzi nie patrzą na Kielce przez pryzmat wydarzeń z 4 lipca 1946 roku: - Mam tam wielu przyjaciół, ludzi, którzy myślą o tym jak było - zapewnia Schudrich - i dlatego to miasto jest takim znakiem na przyszłość, na nadzieję na pojednanie, że mimo tragedii o której nigdy nie zapomnimy to zarazem nie musi tam pamięć ograniczać nas w przyszłości.
Zdaniem Michaela Schudricha, "pogrom kielecki wiele nauczył Polaków między innymi odważnego mierzenia się z trudna przeszłością i jak zaznaczył jest dumny, że mieszka w kraju gdzie wiele osób jest otwarta na rozmowę o bolesnych wydarzeniach i ma świadomość, że byli i szmalcownicy i ci, którzy z narażeniem życia pomagali Żydom".
Historyk Żydowskiego Instytutu Historycznego doktor Hanna Węgrzynek przypomina, że "pogrom kielecki nie był jedynym takim powojennym wydarzeniem, a doszło do niego z powodu demoralizacji polskiego społeczeństwa w wyniku wojennej polityki Niemców". Niemcy - przypomina naukowiec - za wydanie Żyda dawali nagrody, a społeczeństwo zdawało sobie sprawę z tego, co działo się w czasie okupacji z Żydami. Polacy wiedzieli też, że można Żyda wydać, odebrać mu majątek i mieli poczucie bezkarności, ponieważ Żydzi znaleźli się poza "nawiasem społeczeństwa".
Doktor Węgrzynek przypomina, że "wydarzenia kieleckie miały bardzo poważny wpływ na powojenne stosunki polsko-żydowskie. W wyniku pogromu i nasilających się ataków na Żydów około 100 tysięcy z nich opuściło Polskę".
Historyk przypomina również, że pogrom kielecki został opisany w ówczesnej prasie, która podkreślała polski antysemityzm, a wykorzystały to komunistyczne władze do przykrycia ważnych dla nich wydarzeń politycznych. Po pierwsze 30 czerwca zorganizowano słynne referendum "3 x TAK", które zostało w niebywały sposób sfałszowane, a 4 lipca w czasie procesu norymberskiego rozpoczęło się odczytywanie dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej.
Po wydarzeniach z 4 lipca panował chaos informacyjny. Milicja ani żadne inne służby nie zabezpieczyły śladów, ani nie były w stanie podać dokładnej liczby zabitych. Urządzono wtedy też pokazowy proces, 11 lipca 1946, i oskarżono 12 osób. Trzej oskarżeni otrzymali wyroki pozbawienia wolności odpowiednio 7 i 10 lat oraz dożywocie. 9 skazano na karę śmierci. Wobec nieskorzystania przez Bolesława Bieruta z prawa łaski, egzekucji dokonano już następnego dnia.
Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich podkreśla, że pogrom kielecki "to bolesna część stosunków polsko-żydowskich, która zarazem nie może ograniczać nas w przyszłości".
- Tamto wydarzenie było okrutnym doświadczeniem dla Żydów, którzy przeżyli wojnę - wyjaśnia Schudrich. - To była dodatkowa trauma, która spowodowała między innymi wyjazd wielu Żydów z Polski.
Zarazem jednak - zaznacza rabin - Żydzi nie patrzą na Kielce przez pryzmat wydarzeń z 4 lipca 1946 roku: - Mam tam wielu przyjaciół, ludzi, którzy myślą o tym jak było - zapewnia Schudrich - i dlatego to miasto jest takim znakiem na przyszłość, na nadzieję na pojednanie, że mimo tragedii o której nigdy nie zapomnimy to zarazem nie musi tam pamięć ograniczać nas w przyszłości.
Zdaniem Michaela Schudricha, "pogrom kielecki wiele nauczył Polaków między innymi odważnego mierzenia się z trudna przeszłością i jak zaznaczył jest dumny, że mieszka w kraju gdzie wiele osób jest otwarta na rozmowę o bolesnych wydarzeniach i ma świadomość, że byli i szmalcownicy i ci, którzy z narażeniem życia pomagali Żydom".

Radio Szczecin