Komisja Jerzego Millera stwierdziła, że w 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego nie prowadzono właściwego szkolenia. Zagrażało to bezpieczeństwu osób przewożonych przez samoloty Pułku. W Pułku były prowadzone kontrole, ale nie wykazały one nieprawidłowości.
Raport komisji głosi, że część załóg, które leciały do Smoleńska 7 i 10 kwietnia 2010 roku, nie miała odpowiednich uprawnień. Załoga lotu 10 kwietnia 2010 roku nie miała możliwości spotkania się przed startem. Lotnicy przybyli na lotnisko pół godziny po wyznaczonym czasie, przez co między innymi nie zwrócili uwagi, że lotnisko w Witebsku, wyznaczone na lotnisko zapasowe, jest w tym dniu nieczynne. Spośród członków załogi tylko dowódca znał rosyjski w takim stopniu, aby rozmawiać z ziemią. Fakt, że dowódca musiał prowadzić samolot i równocześnie komunikować się z wieżą kontrolną, utrudniał mu podejmowanie właściwych decyzji.
Komisja stwierdziła, że lotnisko Smoleńsk Północny nie zapewniało bezpiecznego przyjmowania samolotów. Wokół pasa startowego rosły drzewa, które mogły utrudniać działanie radarów. Jedna trzecia lamp lotniskowych była niesprawna, a część z nich zasłaniały drzewa.
Komisja stwierdziła, że lotnisko Smoleńsk Północny nie zapewniało bezpiecznego przyjmowania samolotów. Wokół pasa startowego rosły drzewa, które mogły utrudniać działanie radarów. Jedna trzecia lamp lotniskowych była niesprawna, a część z nich zasłaniały drzewa.

Radio Szczecin