Mężczyzna wyszedł z pinczerem na spacer. Nie wrócił jednak ze swoim pupilem, bo agresywne zwierzę, które zaatakowało było bez kagańca. Sprawą zajmuje się policja, prawo jako karę przewiduje jednak jedynie grzywnę.
Pan Wacław wyszedł z Piniem na spacer w okolicach ulicy Santockiej, prowadził pupila na smyczy; nagle podbiegł amstaff i zrzucił się na małego pinczera. Jego właściciel nie zdołał go powstrzymać.
- Właściciel szedł z psem, nagle została puszczona smycz, nie wiem z jakiego powodu. Pies skoczył na mnie. Złapałem swojego psa na ręce. On skoczył na mnie, Wreszcie puścił. Cały był rozgryziony, płuca na wierzchu. Cały byłem w krwi, czterech weterynarzy próbowało ratować, nie dało rady. Jestem w szoku, był jak rodzina dla mnie.
Właściciele psa, którego wskazał nam pan Wacław mieszkają kilka bloków dalej - nie chcieli jednak z nami rozmawiać.
- Sprawą zajmuje się policja, jednak zdarzenie kwalifikowane jest jako wykroczenie (chodzi o brak kagańca), a nie przestępstwo - mówi Irena Kornicz z Komendy Wojewódzkiej Policji. - Tak nakazuje prawo. Jeżeli pies pogryzłby człowieka, wtedy byłaby inna kwalifikacja. Do zdarzenia doszło między zwierzętami i prawo przewiduje taki przepis.
Maksymalna kara grzywny, jaka grozi właścicielowi amstaffa to 5 tys. zł. Policja przekaże sprawę do sądu. Sąd może zmienić kwalifikację.
- Właściciel szedł z psem, nagle została puszczona smycz, nie wiem z jakiego powodu. Pies skoczył na mnie. Złapałem swojego psa na ręce. On skoczył na mnie, Wreszcie puścił. Cały był rozgryziony, płuca na wierzchu. Cały byłem w krwi, czterech weterynarzy próbowało ratować, nie dało rady. Jestem w szoku, był jak rodzina dla mnie.
Właściciele psa, którego wskazał nam pan Wacław mieszkają kilka bloków dalej - nie chcieli jednak z nami rozmawiać.
- Sprawą zajmuje się policja, jednak zdarzenie kwalifikowane jest jako wykroczenie (chodzi o brak kagańca), a nie przestępstwo - mówi Irena Kornicz z Komendy Wojewódzkiej Policji. - Tak nakazuje prawo. Jeżeli pies pogryzłby człowieka, wtedy byłaby inna kwalifikacja. Do zdarzenia doszło między zwierzętami i prawo przewiduje taki przepis.
Maksymalna kara grzywny, jaka grozi właścicielowi amstaffa to 5 tys. zł. Policja przekaże sprawę do sądu. Sąd może zmienić kwalifikację.
Dodaj komentarz 3 komentarze
Właścicielami tak agresywnych psów są z reguły osoby zakompleksione, które w ten sposób chcą dodać sobie animuszu i myślą, że w ten sposób wzbudzą respekt u innych. Niekiedy idzie to w parze z posiadaniem tatuaży. Po prostu, idąc samemu czuliby się niepewnie, a tak, groźny pies może ich obronić. Nie wspominając o tym, że bez tych atrybutów, nikt nie zwróciłby na nich uwagi.
Zapraszam panów policjantów i straz miejską na działki im. Sikorskiego przy ul. Mickiewicza. Co rok na zebraniach poruszany jest problem luźno biegających psów. W tym roku znów od strony wejścia od Mickiewicza biega średniej wielkości pies i rzuca się na inne psy ( czasami na ludzi).
Żeby znów nie było za późno.
Widziałem cale to zdarzenie, ten pies pare tygodni wczesniej próbował zjeść psa sasiada, malego shih tzu. Ten pies miał szczęście bo amstaff go wypluł. Policja przyjechała 7 lipca po właściciela,ale ponoć powiedział że to nie jego pies zjadl tego malego pieska. Dzwoniłem na komendę Pogodno ,podano mi numer do pani zajmującą sie sprawą w celu złożenia zeznań. Niestety pani zajmujaca się sprawą nie odbiera. Właściciel shih tzu też chce się dodzwonić,ale bez skutku. Posiada zaświadczenie od weterynarza o zdarzeniu. Pies dalej chodzi bez kaganca. Boimy się zeby nie zaatakował naszych dzieci.

Radio Szczecin