Radio SzczecinRadio Szczecin » Region
  Reklama  
Zobacz
  Reklama  
Zobacz
  Reklama  
Zobacz

Fot. Archiwum prywatne
Fot. Archiwum prywatne
Pan Wacław wyszedł z Piniem na spacer w okolicach ulicy Santockiej. Fot. Anna Łukaszek [Radio Szczecin]
Pan Wacław wyszedł z Piniem na spacer w okolicach ulicy Santockiej. Fot. Anna Łukaszek [Radio Szczecin]
Fot. Archiwum prywatne
Fot. Archiwum prywatne
Mężczyzna wyszedł z pinczerem na spacer. Nie wrócił jednak ze swoim pupilem, bo agresywne zwierzę, które zaatakowało było bez kagańca. Sprawą zajmuje się policja, prawo jako karę przewiduje jednak jedynie grzywnę.
Pan Wacław wyszedł z Piniem na spacer w okolicach ulicy Santockiej, prowadził pupila na smyczy; nagle podbiegł amstaff i zrzucił się na małego pinczera. Jego właściciel nie zdołał go powstrzymać.

- Właściciel szedł z psem, nagle została puszczona smycz, nie wiem z jakiego powodu. Pies skoczył na mnie. Złapałem swojego psa na ręce. On skoczył na mnie, Wreszcie puścił. Cały był rozgryziony, płuca na wierzchu. Cały byłem w krwi, czterech weterynarzy próbowało ratować, nie dało rady. Jestem w szoku, był jak rodzina dla mnie.

Właściciele psa, którego wskazał nam pan Wacław mieszkają kilka bloków dalej - nie chcieli jednak z nami rozmawiać.

- Sprawą zajmuje się policja, jednak zdarzenie kwalifikowane jest jako wykroczenie (chodzi o brak kagańca), a nie przestępstwo - mówi Irena Kornicz z Komendy Wojewódzkiej Policji. - Tak nakazuje prawo. Jeżeli pies pogryzłby człowieka, wtedy byłaby inna kwalifikacja. Do zdarzenia doszło między zwierzętami i prawo przewiduje taki przepis.

Maksymalna kara grzywny, jaka grozi właścicielowi amstaffa to 5 tys. zł. Policja przekaże sprawę do sądu. Sąd może zmienić kwalifikację.
Relacja Anny Łukaszek.

Najnowsze Szczecin Region Polska i świat Sport Kultura Biznes Posłuchaj

  Reklama  
Zobacz

radioszczecin.tv

Najnowsze podcasty