Dwa razy uniknął śmierci, ale walczył dalej, bo chciał wrócić do rodzinnego domu w wolnej Polsce.
Major Zbigniew Piasecki ps. "Czekolada" brał udział w Powstaniu Warszawskim w kompanii szturmowej. Miał 17 lat.
Raz oberwał odłamkiem pocisku w pierś. Za drugim razem w dzielnicy Śródmieście Południe, na stanowisku strzeleckim zacięła mu się broń. Na chwilę pozycję zamienił z kolegą. - I w tym czasie pada strzał. Jakiś snajper, Niemiec strzelił jemu prosto w czoło. Patrzyłem, a on ma czerwoną dziurkę. Nie było nawet krwi. Dopiero jak wziąłem go za głowę, to z tyłu wypłynęła krew, nawet z mózgiem - wspomina Piasecki.
- Zaufanie do dowódców powstania, wiara w wolną Polskę i modlitwa matki. To były motywy, które pozwalały na walkę z Niemcami - dodaje major Zbigniew Piasecki. - Bałem się, ale starałem się o tym nie myśleć. Myślałem: Ja nie zginę, ciągle myślałem: ja nie zginę. Muszę wrócić do domu, do mamy, bo już wiedzieliśmy o tym, że ojciec nie żyje i został zamordowany w Katyniu.
Dziś major Piasecki ma jeszcze jedną misję, dopóki może będzie spotykał się z młodzieżą. - Żeby brali przykład naszego patriotyzmu. Nasze wychowanie w okresie międzywojennym było nastawione na to, żeby młodzież dobrze wychować. Wojsko, Kościół, szkoła - podkreśla major Piasecki.
Powstanie Warszawskie trwało 63 dni. Zginęło blisko 200 tysięcy osób.
W czwartek major Zbigniew Piasecki będzie gościem "Popołudniowej Przeplatanki" w Magazynie "Wszystko na Gorąco", po godzinie 16.
Raz oberwał odłamkiem pocisku w pierś. Za drugim razem w dzielnicy Śródmieście Południe, na stanowisku strzeleckim zacięła mu się broń. Na chwilę pozycję zamienił z kolegą. - I w tym czasie pada strzał. Jakiś snajper, Niemiec strzelił jemu prosto w czoło. Patrzyłem, a on ma czerwoną dziurkę. Nie było nawet krwi. Dopiero jak wziąłem go za głowę, to z tyłu wypłynęła krew, nawet z mózgiem - wspomina Piasecki.
- Zaufanie do dowódców powstania, wiara w wolną Polskę i modlitwa matki. To były motywy, które pozwalały na walkę z Niemcami - dodaje major Zbigniew Piasecki. - Bałem się, ale starałem się o tym nie myśleć. Myślałem: Ja nie zginę, ciągle myślałem: ja nie zginę. Muszę wrócić do domu, do mamy, bo już wiedzieliśmy o tym, że ojciec nie żyje i został zamordowany w Katyniu.
Dziś major Piasecki ma jeszcze jedną misję, dopóki może będzie spotykał się z młodzieżą. - Żeby brali przykład naszego patriotyzmu. Nasze wychowanie w okresie międzywojennym było nastawione na to, żeby młodzież dobrze wychować. Wojsko, Kościół, szkoła - podkreśla major Piasecki.
Powstanie Warszawskie trwało 63 dni. Zginęło blisko 200 tysięcy osób.
W czwartek major Zbigniew Piasecki będzie gościem "Popołudniowej Przeplatanki" w Magazynie "Wszystko na Gorąco", po godzinie 16.

Radio Szczecin