Jeśli masz więcej niż trzydzieści lat, pochodzisz ze Szczecina lub okolic, miałeś czarno-biały telewizor to gdy usłyszysz "tu tu tu tu tu tuuuuuuu"... Skojarzenie masz jedno i nic tego nie zmieni.
Sprawdź sam(a). Obejrzyj film.
Pozdrawiamy kolegów zza miedzy.
Do rzeczy jednak.
Klenczon miał rację. Nie ma dwóch zdań. Port to jest poezja. Wprawdzie piosenkarz, kompozytor, kultowa postać lat sześćdziesiątych w polskim big-bicie skupił się na marynarzach, żonach, kapitanach i wędrowniczku Janie, ale miał rację. Port to jest poezja. Nawet wówczas kiedy tylko stoisz na nabrzeżu, kiedy patrzysz na suwnice, na krany, na kontenery, na statki. Wciąż mimo coraz doskonalszej techniki jest tutaj ten romantyzm. Może jego źródłem jest nieznane? Wystarczy użyć wyobraźni (i to wcale nie tak mocno), żeby zobaczyć jak wychodzący z portu m/v "Verseeborg" zmienia się we fregatę pod pełnymi żaglami, przed którą otworem stoją morza i oceany, której nie straszny żaden sztorm, której kapitan z fajką i szklaneczką...
STOP.
Pływający pod banderą Saint Kitts and Nevis, zbudowany dwadzieścia dwa lata temu w Holandii m/v "Veerseborg" jest w drodze do Sankt Petersburga i kiedy piszę te słowa płynie z prędkością 12 węzłów, ostatnio widziany na wysokości Karlskrony.
A jednak okno na świat. "Blue Chip" jest większy i młodszy od "Veerseborga" i może dlatego pokonuje dłuższe trasy. Dla tego pływającego pod banderą Panamy statku, to żaden kłopot przepłynąć ocean. Dopłynął do Szczecina (via Gdynia) z argentyńskiej La Platy. A wcześniej był w Japonii (bo tam powstał i w tysiącu innych portów świata). Maleńka przy nim rosyjska "Jaszma" też ma swoje zadania. I też pewnie oceany jej nie straszne. A jeżeli nawet nie oceany, to Bałtyk i Morze Północne z pewnością.
STOP.
Zostawmy statki (chociaż to jednak one są kluczowe w porcie). Spójrzmy na ludzi. Na początku ich nie widać. Jakaś taka cisza i spokój. Nic się nie dzieje. To tylko pozory. Już widać jak się krzątają, jak zabezpieczają załadunek. Przy tak potężnych portowych urządzeniach musieli gdzieś zginąć. Bo czasy kiedy na własnych plecach wnosili towary do ładowni dawno już minęły.
A szczeciński port takie czasy pamięta. Nie zawsze najnowsza technika szła w sukurs. czasami trzeba było sobie radzić inaczej. W końcu w tym roku Port Szczecin obchodzi swoje 70. urodziny. To szmat czasu. Miliardy ton ładunków, miliony statków. Miliony też powitań i pożegnań.
A dziś? Przeładunki zbóż? O prawie 100 procent w gorę. Kontenery? Też więcej. Paliwa? O kilka procent wzwyż. Zarząd Morskich Portów Szczecin – Świnoujście nie ma powodów do narzekania.
Aha. A Covid-19? SARS-CoV-2? Są obostrzenia, środki bezpieczeństwa, ale dyskretne i skuteczne.
Port to jest poezja, także pod tym względem.
Pozdrawiamy kolegów zza miedzy.
Do rzeczy jednak.
Klenczon miał rację. Nie ma dwóch zdań. Port to jest poezja. Wprawdzie piosenkarz, kompozytor, kultowa postać lat sześćdziesiątych w polskim big-bicie skupił się na marynarzach, żonach, kapitanach i wędrowniczku Janie, ale miał rację. Port to jest poezja. Nawet wówczas kiedy tylko stoisz na nabrzeżu, kiedy patrzysz na suwnice, na krany, na kontenery, na statki. Wciąż mimo coraz doskonalszej techniki jest tutaj ten romantyzm. Może jego źródłem jest nieznane? Wystarczy użyć wyobraźni (i to wcale nie tak mocno), żeby zobaczyć jak wychodzący z portu m/v "Verseeborg" zmienia się we fregatę pod pełnymi żaglami, przed którą otworem stoją morza i oceany, której nie straszny żaden sztorm, której kapitan z fajką i szklaneczką...
STOP.
Pływający pod banderą Saint Kitts and Nevis, zbudowany dwadzieścia dwa lata temu w Holandii m/v "Veerseborg" jest w drodze do Sankt Petersburga i kiedy piszę te słowa płynie z prędkością 12 węzłów, ostatnio widziany na wysokości Karlskrony.
A jednak okno na świat. "Blue Chip" jest większy i młodszy od "Veerseborga" i może dlatego pokonuje dłuższe trasy. Dla tego pływającego pod banderą Panamy statku, to żaden kłopot przepłynąć ocean. Dopłynął do Szczecina (via Gdynia) z argentyńskiej La Platy. A wcześniej był w Japonii (bo tam powstał i w tysiącu innych portów świata). Maleńka przy nim rosyjska "Jaszma" też ma swoje zadania. I też pewnie oceany jej nie straszne. A jeżeli nawet nie oceany, to Bałtyk i Morze Północne z pewnością.
STOP.
Zostawmy statki (chociaż to jednak one są kluczowe w porcie). Spójrzmy na ludzi. Na początku ich nie widać. Jakaś taka cisza i spokój. Nic się nie dzieje. To tylko pozory. Już widać jak się krzątają, jak zabezpieczają załadunek. Przy tak potężnych portowych urządzeniach musieli gdzieś zginąć. Bo czasy kiedy na własnych plecach wnosili towary do ładowni dawno już minęły.
A szczeciński port takie czasy pamięta. Nie zawsze najnowsza technika szła w sukurs. czasami trzeba było sobie radzić inaczej. W końcu w tym roku Port Szczecin obchodzi swoje 70. urodziny. To szmat czasu. Miliardy ton ładunków, miliony statków. Miliony też powitań i pożegnań.
A dziś? Przeładunki zbóż? O prawie 100 procent w gorę. Kontenery? Też więcej. Paliwa? O kilka procent wzwyż. Zarząd Morskich Portów Szczecin – Świnoujście nie ma powodów do narzekania.
Aha. A Covid-19? SARS-CoV-2? Są obostrzenia, środki bezpieczeństwa, ale dyskretne i skuteczne.
Port to jest poezja, także pod tym względem.

Radio Szczecin
