Służbom udało się dotrzeć do poszkodowanego w czwartkowym wypadku w świnoujskim porcie. Poszkodowany został już wyciągnięty z kabiny.
i przetransportowany na noszach.
i przetransportowany na noszach.
Sytuacja pogodowa w Świnoujściu w piątek się zmieniła, a strażacy przystąpili do zabezpieczania kabiny, która następnie została podjęta dźwigiem - tłumaczy Tomasz Kubiak z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Szczecinie.
- Wiatr jest dużo mniejszy, stąd też podjęli czynności ratownicy wysokościowi. Pracują teraz na wysokości - dodaje Kubiak.
Akcja zajęła sporo czasu, przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa. - Wszystko było w zagrożeniu, w niebezpieczeństwie. Tu nie było więc miejsca na pośpiech. Nie byliśmy w stanie zrobić tego na już, na szybko. Chcieliśmy uniknąć dodania poszkodowanemu dodatkowych urazów - podsumowuje Kubiak.
Na miejscu w piątek pracowały cztery zastępy straży pożarnej - dwa ze Świnoujścia, wóz strażacki z dźwigiem z portu wojennego i Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Wysokościowego.
Kabina suwnicy spadła z wysokości 20 metrów na rampę, która z kolei znajdywała się na wysokości 10 metrów. Przyczyna wypadku nie została jeszcze zbadana.
Dodaj komentarz 4 komentarze
Mam nadzieję, że prokurator przyłoży się i znajdzie odpowiedzialnych za narażenie człowieka na utratę życia. Przecież żadna kabina nie powinna spaść ot tak, sama z siebie. Tutaj ewidentnie zawinił człowiek - ktoś nie dopilnował stanu technicznego, lub ktoś wydał polecenie pracy w warunkach (silny wiatr) w których taki sprzęt pracować nie powinien, albo jedno i drugie.
A które to nabrzeże?
Ze zdjęć wynika, że cała suwnica została popchnięta przez wiatr. Mam nadzieję, że ktoś w końcu pójdzie siedzieć za dopuszczenie do pracy w niebezpiecznych warunkach.
Jak to nie ma kontaktu z poszkodowanym ??? To Straż Pożarna nie posiada drabiny aby chociażby zajrzeć czy człowiek żyje ?! Rozumiem że warunki pogodowe nie pozwalają na ewakuację poszkodowanego ale chyba nie były aż tak straszne aby nie można było dostarczyć bezpiecznie Ratownika Medycznego lub Strażaka aby zaopiekował się operatorem do czasu ewakuacji ! Przez tyle czasu to średnio wyszkolony taternik wspiął by się na konstrukcji aby zobaczyć co z człowiekiem. Ale skoro nie ma z nim kontaktu to najprawdopodobniej ... oby nie !

Radio Szczecin