Odpady nieznanego pochodzenia składowane w beczkach, mauzerach i kanistrach na terenie dawnego zakładu Trans-Masz przy ulicy Na Grobli w Stargardzie mają zostać zutylizowane i wywiezione.
Taką decyzję wydał Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, zobowiązując samorząd Stargardu do jej wykonania. Dzięki temu jest szansa, że dobiegnie końca wieloletnia gehenna mieszkańców kamienic przy ul. Bydgoskiej, żyjących w sąsiedztwie z chemikaliami,
Piotr Styczewski z Urzędu Miejskiego informuje, że rozpoczęto przygotowania, których celem jest wybór firmy mającej zając się utylizacją odpadów. - Mówimy o skomplikowanej operacji i specjalistycznej usłudze, która wymaga szczególnego podejścia, ale sprawa jest w toku i zdecydowanie przybliżamy się do momentu likwidacji tych odpadów - mówi Piotr Styczewski.
Wśród mieszkańców walczących od kilkunastu już lat z dzikim składowiskiem jest Bernadetta Wdzięczna, mieszkająca niemal tuż obok pojemników z chemikaliami. - Czuje się tu cały czas zagrożenie. Wszystkie choroby, które pojawiały się, łączyliśmy z tą sytuacją. To jest po prostu jedna wielka bomba ekologiczna.
Część beczek i tzw. big-bagów składowana jest niemal przy granicy ogródków działkowych mieszkańców.
Piotr Styczewski z Urzędu Miejskiego informuje, że rozpoczęto przygotowania, których celem jest wybór firmy mającej zając się utylizacją odpadów. - Mówimy o skomplikowanej operacji i specjalistycznej usłudze, która wymaga szczególnego podejścia, ale sprawa jest w toku i zdecydowanie przybliżamy się do momentu likwidacji tych odpadów - mówi Piotr Styczewski.
Wśród mieszkańców walczących od kilkunastu już lat z dzikim składowiskiem jest Bernadetta Wdzięczna, mieszkająca niemal tuż obok pojemników z chemikaliami. - Czuje się tu cały czas zagrożenie. Wszystkie choroby, które pojawiały się, łączyliśmy z tą sytuacją. To jest po prostu jedna wielka bomba ekologiczna.
Część beczek i tzw. big-bagów składowana jest niemal przy granicy ogródków działkowych mieszkańców.

Radio Szczecin